RSS
 

Czat bloga w sobotę

23 kwi

Wczoraj jak co tydzień w sobotę o 20.00 mieliśmy spotkanie na czacie czytelników i czytelniczek. Było jak zwykle przyjemnie, a wśród poruszanych tematów były m.in.: age play, role play, zaangażowaniu uczuciowym Dominującego w relację i .. przywiązywaniu uległych do drzew :)

Zapisy ze spotkań ze względu na ich intymność i szczerość rozmawiających osób nie będą już publikowane. Dla zainteresowanych mogą być dostępne po kontakcie mailowym z moją osobą.

Dla nowych osób, które chcą do nas zajrzeć małe przypomnienie – w każdą sobotę o 19:30 ma miejsce wieczorek zapoznawczy, poprzez który chcemy wam ułatwić wejście w nasz czat i poznanie jego bywalców. Ale oczywiście codziennie na czacie jest kilkanaście osób, zatem jeżeli ktoś nowy ma ochotę porozmawiać nie musi czekać do soboty :)

Ilość użytkowników online jak i wejście na czat widać w kolumnie po prawej stronie. Zapraszamy.


http://pirc.pl/bramka/BlogMP/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Człowiek myśli, ,że więcej już nie można…

04 kwi

… wymagać od uległej i klimatycznej relacji a tu życie płata mu figle :) Stawia na drodze kobietę, która swoją uległością, jej głębią i intensywnością, ogromem oddania pokazuje, że to czego wymagałem do tej pory to było (dla niej) stosunkowo niewiele… Brzmi jak niemożliwość, biorąc pod uwagę ogrom moich oczekiwań względem su, prawda? Zewsząd słyszę, że mam niebotyczne oczekiwania i ciężko mi będzie znaleźć odpowiednią uległą, a tymczasem pewna kobieta zjadła z marszu prawie wszystkie te wymagania na śniadanie w sposób bardzo naturalny i dorzuciła od siebie dużo, dużo więcej. Pokazała mi uległość i relację z uległą kobieta od strony, która do tej pory była dla mnie tak nieosiągalna, że nawet nie przychodziła mi do głowy. Całkowite podporządkowanie jej życia dla mnie, stawianie mnie na pierwszym miejscu zawsze i wszędzie, nawet w kwestii swoich spraw zawodowych i pasji, całkowite podporządkowanie i zmiana priorytetów, jakimi kierowała się w życiu aby jak najsilniej i najlepiej dopasować się do mnie, móc chłonąć mnie.

To było jak narkotyk… Uzależniające, niezwykle przyjemne doznanie jakże nowe dla mnie i jakże silnie stymulujące. Pokazała mi nowe możliwości płynące z posiadania tak oddanej uległej, tryskała energią a uśmiech nie schodził jej z ust z mojego powodu. Radosne iskierki w jej oczach czekające tylko na to, by dowiedzieć się na co mam ochotę. I nie mówię tu o seksualności, bo to „oczywista oczywistość” jak mawiają co poniektórzy. Mówię o oddaniu mi do decyzyjności swojej codzienności począwszy od spędzania czasu, poprzez jedzenie, wybór książek czy filmów po decyzje o tym gdzie idziemy i co zobaczymy. Zawsze posłuszna, pokorna, ani razu nie narzekała, ani razu nie marudziła. Zawsze z uśmiechem reagowała na moje plany i wymagania, bo czystą przyjemność i radość dawało jej zaspokajanie moich pragnień i realizowanie moich potrzeb.

Łaknęła mnie tak jak nikt nigdy wcześniej. Oddychała mną i czułem to wyraźnie i namacalnie. Upajałem się tym i świadomością, jak kobieta tak doświadczona życiowo, tak dojrzała emocjonalnie, tak panująca nad sobą i swoim życiem, tak doskonale znająca siebie, tak ułożona, zorganizowana i trzymająca się w ryzach, tak asertywna i często ostra wobec mężczyzn postanowiła świadomie i całkowicie dobrowolnie oddać mi całą siebie, nie zostawiając absolutnie nic dla siebie. Jak zapragnęła ulegać i jak najsilniej dopasować się do mnie, by móc tylko dawać mi przyjemność i zadowolenie. I co zaskakujące – świetnie odnalazła się w tym dopasowaniu, doskonale odpowiadało to jej naturze, którą skrzętnie ukrywała przed wszystkimi dookoła. Dawało jej ogromne spełnienie to, że przynależy, że podporządkowuje się, że może spełniać moje pragnienia, marzenia, tęsknoty.

Jakby tego było mało posiadała ona jeszcze jedną cechę, której nie spotkałem wcześniej w swoim dość długim już życiu u żadnej innej kobiety czy mężczyzny – potrafiła swobodnie rozmawiać o swoich emocjach i uczuciach, artykułować je w sposób łatwy i niezwykle prosto przyswajalny dla mnie (było to efektem wykonywanego przez nią zawodu). Nic nie chowała dla siebie, byłem świadomy jej stanów ducha, wątpliwości, pragnień i potrzeb, jej precyzyjnie nazywanych uczuć, stanów emocjonalnych. Sposób jej werbalnej komunikacji budził we mnie niekłamany zachwyt i… zazdrość. Zdawałem sobie sprawę jak topornie muszę wyglądać ja, mężczyzna próbujący werbalizować to co ja myślę, jak ciężko jej było żywić się niewielkimi ilościami informacji przekazywanych jej odnośnie tego co i jak czuję, informacjami dla innych uległych wystarczającymi ale w jej przypadku będącymi jedynie minimum, podczas gdy ona pragnie i potrzebuje więcej. Uczyłem się przy niej tej swobody i lekkości w operowaniu słowami mówiącymi o emocjach, uczuciach, wydobywania z wnętrza siebie rzeczy, które do tej pory przekazywałem za pomocą gestów, spojrzeń, dotyku czy obecności ale nie werbalizowałem ich, bo uważałem za oczywiste.

Pragnęła mnie i brała całego z kompletną akceptacją jako Dominującego, jako Pana, jako mężczyznę. Wszystko ściśle złączone w jedną osobę. Dawała z siebie uległą, kobietę, sukę – to wszystko nierozerwalnie przeplatające się i emanujące w codzienności. W domu czy poza nim, samemu czy wśród ludzi. A do tego nasycone uczuciami i bliskością. To było nowe doznanie dla mnie, tak samo jak nowa była siła i wszechobecność tego, co odczuwałem.

A mimo to jestem sam. Nadal czekam. Nadal szukam. Nadal daję się znaleźć tej, która poszukuje. Długo się zbierałem, by napisać ten post. By przekazać swoje nowe myśli i odświeżone podejście do uległej kobiety. Najpierw musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie, które kiełkowało we mnie po znajomości z tą osobą: czy to dobrze czy źle, że moje wymagania wzrosły po doświadczeniu tej kobiety i jej podejścia do uległości? Czy to dobrze czy źle dla moich poszukiwań, że teraz świadomie pragnę jeszcze więcej, pragnę tego co ona mi dała? Że znowu chcę się czuć tak swobodnie jak wtedy? Że pragnę doświadczać i przeżywać to w tak uzależniający sposób jak z nią? Ta znajomość pokazała mi jak to może wyglądać, jak to wręcz powinno wyglądać. Dominujący, który posmakuje czegoś tak intensywnego, tak wychodzącego poza jego oczekiwania nie będzie chciał mniej, lżej, płycej, słabiej. Jestem świadomy tego, że proporcjonalnie do wzrostu wymagań maleje również prawdopodobieństwo spotkania wolnej uległej kobiety, która będzie w stanie dać mi tak dużo, wypełnić moją potrzebę decyzyjności i kontroli, zaspokoić pragnienia seksualne i te, dotyczące relacji uległej kobiety z dominującym mężczyzną. Ale to już cena, jaką jestem gotowy zapłacić za bycie tak kompletnie spełnionym, jak to tylko możliwe.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trening… seksualny uległej

08 mar

Niedawno opisałem możliwości i różne rodzaje treningu uległej przez Właściciela, ale poza układaniem mentalnym i fizycznym jest oczywiście także jakże przyjemny aspekt tresury… seksualnej :)

Jak można ją najkrócej scharakteryzować? Dla mnie to forma rozwoju możliwości seksualnych su, poszerzenia praktyk i umiejętności jej ciała, jego zdolności fizjologicznych do doświadczania, przeżywania i odczuwania przyjemności oraz nowych doznań około seksualnych. Dużo ciekawych ogólników, prawda? :D A co dokładnie mam tu na myśli?

Przede wszystkim samoświadomość odczuwania reakcji swojego ciała na różne bodźce i sygnały, delektowanie się nimi, analizowanie ich przyczyny i tego, czy ich źródłem są emocje, doznania fizyczne, zapachowe, ból czy też może smak. Nie bez przyczyny już dawno temu w jednym z postów napisałem, że uległe kobiety mają zazwyczaj o wiele bardziej bogate i wyuzdane pożycie seksualne. Ma to związek właśnie z wychodzeniem daleko poza utarte standardy doznań seksualnych, czerpanie z wolności oraz perwersyjności jaką daje seks, poddanie się wyobraźni Dominującego i jego wyuzdaniu – co może dawać bardzo zaskakujące w swoich doznaniach przyjemności. Kobieta w waniliowym czy tez standardowym związku przeważnie nie zrobi i nie przeżyje zbyt dużo w porównaniu z uległą, bowiem albo nie będzie tak lubieżna i odważna, by mówić o swoich pragnieniach i fantazjach albo nie będzie miała wystarczająco otwartego partnera by spełnić z nim swoje potrzeby. A uległa? Ona nie dość, że może zrealizować swoje własne mocno intensywne i ostre fantazje, to jeszcze w bonusie dostaje perwersyjne potrzeby swojego Właściciela. A ten z kolei mając odpowiednio wysoko rozwiniętą inteligencję seksualną może świadomie pragnąć rozwijać w tym kontekście także swoją su. I w ten sposób wracamy do podstaw leżących przy treningu seksualnym.

Uwielbiam to uczucie, gdy uległa kobieta przy mnie i dzięki mnie doświadcza coraz to kolejnych nowych rzeczy, nowych doznań i możliwości jej ciała. Jakże przyjemnie słucha się jej zachwytu nad różnymi rodzajami orgazmu, ich głębią i intensywnością płynącą z doświadczania tego, czego nie znała. Obserwowanie jak szybko zasypia z wyczerpania po długich godzinach pieszczot, zabaw, traktowania jej ciała jak małego eksperymentu, którego celem jest sprawdzenie ile potrafi znieść ona jako kobieta, ile jej ciało, ile jej cipka czy piersi. To mi daje poczucie spełnienia i zadowolenia, że doprowadzam swoją su do granic jej intymnych możliwości. A jednocześnie to wszystko jest wspomagane i napędzane jej chęcią, gotowością do uczenia się, do poznawania i przeżywania coraz to innych rzeczy. Jej seksualną ciekawością siebie samej i tego, do czego można doprowadzić jej ciało.

Uczenie się doświadczania nowych rzeczy i uwalniania swojej seksualności to także zdolność do przeżywania intymnych rzeczy niepowiązanych ściśle z penetracją. Czyli pokazanie su jak ciekawym przeżyciem jest orgazm przy pełnym pęcherzu, jak uwolnić jej potrzebę wstrzymywania parcia na pęcherz gdy Pan szuka jej punktu G i doprowadzenia jej dzięki temu do wytrysku, jak pomagać jej pokonać jej własne ciało w sytuacji, gdy umie ono dochodzić tylko przez stymulację łechtaczki. Jak wyzwolić z su wyuzdanie i swobodę seksualną, dzięki której będzie rozkoszować się robieniem codziennych rzeczy, takich jak wyjście do pracy, na zakupy, na spotkanie ze znajomymi z czymś w sobie (kulki gejszy, wibrujące jajeczko, korki analne itp.)

Ba! Może nawet uda się doprowadzić su do tak głębokiego poznania swojej seksualności, do bycia tak sensualnie wrażliwą by mogła dojść od dotykania sutków, łapania za kark, włosy, od klapsów czy chłosty na pośladki. A nawet przeżyć orgazm bez żadnej fizycznej stymulacji…

Trening seksualny to także umiejętność panowania nad własnym ciałem i jego reakcjami, a zwłaszcza nad orgazmem. W przypadku tego ostatniego wydaje się to niemożliwością – bo jak można zapanować nad tak głębokim i obezwładniającym uczuciem, którego do tego tak mocno się pragnie bo daje tak silne spełnienie i którego nie można przecież zahamować i powstrzymać. Jednak odpowiednio prowadzona uległa potrafi dzięki miesiącom treningów i pomocy Pana wyrobić w sobie taką pracę mięśni pochwy, taką samokontrolę by złapać zbliżający się orgazm na ostatnie 1-2 sekundy przed jego nadejściem i wstrzymywać, napinając prawie całe ciało, czekając w walce z nim i jego potrzebami dopóki Pan nie powie błogiego „Dojdź”…
Su może być sprytna i próbować walczyć z orgazmem nie tylko za pomocą fizyczności, ale także np: uciekać myślami gdzieś daleko od bodźców fizycznych (czyli zbliżającego się orgazmu), wybijać się z rytmu, zaciskać pięści czy próbować w inny sposób zadawać sobie ból fizyczny rozpraszający doznania. W takim przypadku Dominujący powinien nie tylko zabronić su takich praktyk, ale dodatkowo utrudnić jej próby kontroli panowania nad orgazmem przez wielokrotne przerywanie penetracji, rozmowę, rozpraszanie słowne, zadawanie pytań, pobudzanie werbalne i uczeniu się koncentrowania na Panu. Czyli jeżeli już będzie potrafiła panować fizycznie nad orgazmem, wytrenuje swoje ciało dzięki samokontroli i poświęceniu mu uwagi to Dominujący powinien wznieść trening wyżej i rozpraszać ją, utrudniać jej tę kontrolę nad sobą by musiała dać z siebie jeszcze więcej, wznieść się jeszcze wyżej w swoich umiejętnościach, by umiała uczyć się jedności sfer i ducha ale także nabyła wprawę w oddzielaniu ich od siebie.

Jednym z moich ulubionych aspektów rozwoju seksualnego i trenowania su jest kontrola masturbacji i orgazmu. Nauczenie jej, że samodzielne dotykanie się gdy miała ochotę to już przeszłość, podobnie jak dochodzenie do spełnienia gdy tylko miała na to chęć i sposobność. Teraz w ramach panujących zasad musi nauczyć się pytać o to czy może się dotykać a następnie pytać czy może dojść. Ciekawie jest obserwować, jak su poddaje się tresurze i grzecznie pyta czy może pobawić się sobą a potem już nie jest tak łatwo i grzecznie, bo słyszy, że akurat tym razem nie może dojść.. Lub w jeszcze cięższej wersji gdy ma się nadal dotykać i nadal nie może szczytować.. Tu trening seksualny łączy się z treningiem bycia uległą i walką toczoną między potrzebą podporządkowania Panu a silną fizyczną potrzebą przeżycia spełnienia i wyzwolenia energii napiętych przed orgazmem mięśni.

Tresura seksualna nie może się oczywiście obyć bez bólu. Nie mam tu jednak na myśli sadystycznego znęcania się nad uległa w czasie seksu, ale na traktowaniu tych bolesnych doznań jako dodatkowych bodźców seksualnych, mających na celu zwiększyć podniecenie, odczuwanie, przyjemność i wrażliwość. Zapewne większość uległych potwierdzi np. to, że zdjęcie klamerek z sutków po godzinie czy dwóch obecności ich w tym miejscu jest bardzo bolesne, ale nagrodą za to jest wtedy ich ogromna wrażliwość na dotyk, wilgoć a nawet podmuch z ust. Pan może sprawdzać z jakim naciskiem zacisnąć klamerki, na jak długi okres, czy je dodatkowo obciążyć. To można nazwać tresurą seksualną uległej a jednocześnie jest to także uczenie się przez Pana ciała swojej własności i jego możliwości, tego ile jest w stanie znieść i jak zareagować. Do tego dochodzi sprawdzanie ile klapsów/smagnięć pejcza/uderzeń pasa oraz z jaką siłą powoduje doprowadzanie su na krawędź oddzielającą przyjemność od bólu. Przyglądanie się, jak reaguje jej ciało na bolesne bodźce, jak mocno wzbudza to podniecenie i wilgoć, jak odkrywa się przed nią świadomość, iż odpowiednio zadany ból może podniecać i rozbudzać (co wcześniej nie sądziła, że jest możliwe).

Oczywiście są uległe, które bez odczuwania bólu po prostu nie dojdą. Jednak ze względu na to, iż one są w mniejszości to wypada tylko wspomnieć o wzięciu odpowiedniej poprawki na ich odporność i jednocześnie jego potrzebę doświadczania go, aniżeli traktowania ich zachowania jako standardowe dla uległej.

Wiele uległych nigdy nie uprawiało seksu w czasie okresu, zatem także w tej materii i w czasie miesiączki uczą się podporządkowania Panu i jego wiedzy lub po prostu jego chęci by być brać i używać. Trening pokazujący im, że penetracja w te dni może przynieść bardzo pozytywne skutki (endorfinki i te sprawy :) ), jak również będąca przełamaniem kolejnej bariery intymności oddzielającej ją jeszcze przed chwilą od Właściciela.

Bardzo lubianą częścią tresury seksualnej przez uległe jest nauka… głębokiego gardła :) Tu widać namacalnie postępy, panowanie nad krtanią i odruchem przełykania (oraz wymiotnym), tu także widać obopólne zadowolenie płynące z coraz dalej posuniętych możliwości su w tym temacie. Do tego dochodzi nauka odpowiednich umiejętności oralnych i podążanie za wskazówkami Właściciela. On wie najlepiej co najbardziej lubi, jak, jak intensywnie i mocno, w jakim tempie. Uległa musi nauczyć się swojego Pana, jego ciała, możliwości, reakcji i tego, co go najszybciej doprowadza lub też co najmocniej na niego działa.

Podobnie ma się sprawa z nauką akceptowania wilgoci swojej cipki, uświadomienia sobie, iż jest ona bardzo pożądana a nie myślenia o niej jak o czymś nieprzyjemnym i niewłaściwym. Za każdym razem jestem bardzo zadowolony, jak kobieta najpierw wstydzi się swojej wilgoci, potem widząc, jak jest ona przeze mnie lubiana a nawet oczekiwana, zmienia podejście do swojego ciała, aż w końcu z dumą emanuje mokrymi udami, ciągnącymi się smugami soków czy faktem, że jest prawie zawsze mokra w obecności Pana. To wspaniałe uczucie, móc sięgnąć między uda swojej su i już tam na zewnętrznej stronie warg na palcach poczuć jej wilgoć. Zanurzyć się głębiej w atłasową miękkość i poczuć jak oblepiają palce, przeciskają się miedzy nimi. Jak ułatwiają ruchy i ślizganie się miedzy fałdkami…

Nie może zabraknąć wisienki na torcie, czyli tresury stricte seksualnej, w czasie penetracji. Oczywistością tutaj jest trening ciała by mogło znieść długi seks, często brutalny czy ostry, w niewygodnej pozycji, ćwiczenie mięśni rąk czy nóg, ogólnej wytrzymałości fizycznej. Ale świadomy Pan będzie pragnął więcej, czyli uczenia swojej uległej lepszego panowania nad mięśniami Kegla, nad mięśniami pochwy. Dążył do tego, by nawet będąc nieruchomo w swojej su czuć, jak na jego penisie pracują wyżej wspomniane mięśnie. Delektowania się umiejętnością kontroli swojego ciała przez su, jego poszczególnych partii, której nabycie kosztowało ją zapewne wiele, bardzo wiele godzin ćwiczeń. I to wszystko dla niego, dla jej Pana, na jego polecenie (lub co jest jeszcze piękniejsze) bez jego wiedzy by go zaskoczyć i sprawić jakże przyjemną (i ciasną ;) ) niespodziankę.

Przy wisience na torcie nie może zabraknąć także nauczenia się odpowiednich ruchów, które najbardziej lubi Pan w danej pozycji. Ułożenia ciała, jego wygięcia (o ile oczywiście su nie jest akurat związana i unieruchomiona), odpowiednio wyuzdanych słów, nie hamowania się w reakcjach ciała (czy to fizjologicznych czy werbalnych) itp. Nauka tego jak być jak najlepszą suką w łóżku dla Pana, jak sprawić mu najwięcej przyjemności nie tylko tym co czuje na penisie, ale także tym co widzi w czasie seksu, co słyszy.

Poruszyłem wcześniej temat nauki do wychodzenia z czymś w sobie, do bycia wypełnionej będąc wśród znajomych lub nieznajomych. Specyficzny rodzaj treningu, w którym uległa czuje się silnie seksualnie pobudzona a jednocześnie otacza się ludźmi kompletnie tego nieświadomymi. Nauka balansowanie między podnieceniem a koniecznością zachowywania się naturalnie, między wykonywaniem polecenia Pana i świadomością bycia jego suką, a byciem znajomą/koleżanką, o której uległej naturze nic nie wiedza osoby wokół.

A do tego dodajmy jeszcze naukę doświadczania różnych zabawek i gadżetów w rękach Pana, przyzwyczajania się do ich rozmiarów, działania, doznań jakie dostarczają. No i przede wszystkim umiejętność ich długiego lub bardzo długiego noszenia w sobie lub używania na sobie.

Czy to wszystko brzmi jak czysta fantastyka? Dla pewnej grupy kobiet zapewne tak. Ale dla niektórych są to realne przeżycia, realne doznania, które mają za sobą, które mogą poświadczyć, że przeżyły. I na początku swojej drogi też nie potrafiły sobie wyobrazić jak można mieć np.: 5 rodzajów orgazmów lub 40 szczytowań w ciągu jednej doby. Każda z nich eksperymentując sama ze sobą i swoim ciałem lub oddając je do dyspozycji Pana, uczyła się krok po kroku siebie, swoich możliwości, tego jak reaguje jej ciało i na co reaguje. Krok po kroku przesuwane były granice jej doznań, tego co potrafi doświadczyć, było tego coraz więcej, coraz dalej, coraz intensywniej, coraz bardziej perwersyjnie. Była trenowana by się rozwijać, tresowana (jak wolą to nazywać co niektórzy) by być coraz lepsza i umieć/potrafić coraz więcej.

Niestety nie każda kobieta jest zdolna fizjologicznie czy fizycznie do tego wszystkiego, co opisałem. Pan musi wziąć pod uwagę to, iż jedna kobieta nie będzie reagować tak samo jak inna, że to co dla jednej było czymś naturalnym i wrodzonym dla innej może być fizycznie niemożliwe do przeżycia i zrealizowania. Ciało każdej kobiety jest inne, każde inaczej „działa”, może posiadać odmienną fizjologię. Są kobiety mogące przeżyć kilkanaście czy kilkadziesiąt orgazmów w ciągu doby a są i takie, które nie przeżyły go nigdy jeszcze ani jednego. Są kobiety, które potrafią tryskać przy każdym orgazmie a są i takie, którym nigdy nie będzie to dane mimo intensywnej pracy przez Pana palcami czy gadżetami. Chcę przez to powiedzieć, że trening uległej powinien być dopasowany do jej możliwości – dla jej zdrowia fizycznego jak i psychicznego (smutek i załamanie się, że nie jest ona w stanie dojść tyle razy ile chce Pan lub że jej ciało nie reaguje tak jak oczekuje tego Dominujący).

Należy także pamiętać, że seksualna strona relacji jest ściśle powiązana z więzią mentalną. U kobiet ciało i umysł potrafią pięknie współgrać, przez co im głębsza więź, dzielenie się intymnością i zaufaniem tym silniej przekłada się to na głębię i intensywność doznań seksualnych. Samo fizyczne spełnienie dla większości uległych jest niepełne, bez śladu w umyśle, który zostawia po sobie Pan swoim działaniem i zachowaniem. Te ślady na trwale wryją się w pamięć su, w jej tożsamość bycia uległą, przypieczętują seksualną zależność od Pana poprzez zależność mentalną i duchową. Będzie ona potem wyrażana tęsknotą, troską, czułością i zaangażowaniem w relację, jaką będzie okazywać uległa w stosunku do Pana i Pan w stosunku do niej.

Na koniec pozytywna myśl, czyli wspaniała świadomość symetrii dla obu stron klimatycznej relacji, w której Pan widzi rozwój i znaczne poszerzenie możliwości seksualnych swojej suki. A ona z kolei dzięki jego naukom, jego wrodzonej ciekawości i wyobraźni przeżywa rzeczy, o których nie wiedziała, że istnieją jeżeli chodzi o możliwości doznawania przyjemności przez kobiece ciało. Fascynujące jest odkrywanie przed kobietą tak intymnych rzeczy, dzielenie się swoim doświadczeniem, umiejętnościami czy znajomością anatomii kobiecego ciała i dzięki temu przekraczanie kolejnych jej granic przyjemności.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trening/tresura uległej

15 lut

Trening czy też szkolenie uległej wydaje się być nieodłączną częścią klimatycznej relacji. W większości przypadków polega on na odpowiednim przedstawieniu su wymagań Pana co do jej zachowania w jego obecności, szacunku do niego, sposobu odzywania się (zwracania) i jednocześnie wyznaczenie sytuacji, w których ma milczeć. Do tego dochodzą kwestie określenia jej wyglądu (fryzura, makijaż itp), ubioru i zakładanych dodatków do niego (rodzaje biżuterii lub jej brak, symboli bdsm itp.) czy przyjmowanych pozycji w zależności od sytuacji lub miejsca, zachowania wśród obcych ludzi czy w miejscach publicznych. Podczas treningu Pan również wyjaśnia panujące zasady w kwestii nagród i kar, tego co uległa może zrobić, na co może sobie pozwolić a czego jej nie wolno, określenie granic w różnych rejonach (seksualnych, zachowania, odzywania się itd). Im bardziej władczy i restrykcyjny Dominujący tym mniejsza swoboda zostawiana jest uległej. Może się zdarzyć tak, że Pan nie pozwoli dotykać swojego ciała bez pytania o pozwolenie, nie pozwoli odzywać się bez polecenia czy nawet patrzeć w oczy Panu. Oczywiście na drugim biegunie leży metoda wychowawcza polegająca na dawaniu su bardzo dużej swobody w odzywaniu się, dotykaniu, rozmowach, żartowaniu, wychodzeniu z inicjatywą czy pieszczeniu Pana. To pozwala zbudować także zwykłą więź międzyludzką pomiędzy Dominującym mężczyzną a uległa kobietą, pełną swobodnych rozmów, wesołości, bliskości emocjonalnej. Jednak zwykle nie da się w takim przypadku stworzyć tak ogromnego i głębokiego szacunku oraz poważania (wręcz wielbienia i idealizowania), jak przy uprzednio wymienionej bardzo restrykcyjnej metodzie prowadzenia su.

Każdy Dominujący ma inną metodę uczenia i szkolenia swojej uległej, inne sposoby na to by ukształtować ją w taką su jakiej pragną, jaka najlepiej do nich pasuje. Uległa może należeć do tych krnąbrnych i stawiających się, które trzeba złamać i stłamsić w nich tę buńczuczność i hardość, jak również w innym jej typie może być bardzo potulna, grzeczna i głęboko uległa sama z siebie, ze swojej natury. Kluczem do dobrania odpowiedniej metody jest to, co powtarzałem już wielokrotnie na blogu – dopasowanie się. Pan lubiący stawiające się i krnąbrne uległe będzie miał mało przyjemności z niezwykle uległej i silnie podporządkowującej się su. Nie będzie miał możliwości by złamać jej hardość bowiem takowej nie będzie. Może to doprowadzić do tego, że chcąc zaznać przyjemności stłamszenia oporu uległej będzie schodził coraz głębiej i głębiej w jej osobowość i psyche aż napotka jakiś opór. A wystarczyłoby, aby wybrał dla siebie pewną siebie i asertywną uległą, która będzie stanowiła dla niego wyzwanie już od samego początku. I wobec takiej podopiecznej może zastosować pełną paletę możliwości tresury i szkolenia, czerpiąc jednocześnie bardzo duże spełnienie z jej krnąbrności. A wspomniana wcześniej pokorna i bardzo uległa kobieta będzie wymagała o wiele mniej energii i czasu w szkoleniu, jednocześnie o wiele łatwiej i szybciej będzie przyswajać przedstawione zasady i reguły zachowania przedstawione przez Właściciela.

Szkolenie czy też trenowanie su polega w większości przypadków na wyrobieniu w niej odpowiednich nawyków i reakcji. Większość z nich sprowadza się do bezwarunkowego wykonywania poleceń, szczerego odpowiadania na pytania, zachowania pasującego do uległej i odpowiadającego jej pozycji, okazywania szacunku Panu i świadomości tego, gdzie jest jej miejsce. Dominujący, gdy zobaczy iż uległa jest dobrze przeszkolona, że robi mało błędów lub zachowuje się tak, jak oczekiwał, może podnosić poprzeczkę wymagań i żądać coraz głębszych oznak uległości czy coraz bardziej pokornego zachowania.

Metody treningowe są różne i często bardzo od siebie odmienne, tak samo jak odmienne są podejścia Dominujących do szkolenia uległej i prowadzenia jej w klimacie. Można korzystać z bólu, strachu, szantażu, poniżenia, szmacenia, kary, reprymend, nagród czy rozmów. To kwestia tego, co preferuje Pan oraz tego jak pojętna jest uległa, jak dobrze przyswaja i stosuje przekazane zasady i reguły. Im materiał bardziej „oporny”, uparty lub trudny w obróbce, tym bardziej brutalne muszą być stosowane metody wychowawcze.

Ciekawą sytuacją jest ta, w której doświadczona już uległa, mająca za sobą klimatyczną relację, zaczyna coś nowego z innym Dominującym. Wtedy może sprawdzić i porównać, ile z układania jej przez ex Pana będzie można wykorzystać od razu w nowej relacji, jakie nowe wymagania będzie miał nowy Właściciel, a które z wymogów ex Pana nie będą stosowane. Może przekonać się jak różni mogą być klimatyczni mężczyźni, jak odmienne może być ich czerpanie z bdsm i tego, co niesie on ze sobą. Dla Dominującego z kolei ułożona już i doświadczona uległa oznacza możliwość rzucenia jej od razu na głęboką wodę i pominięcie wielu aspektów tresury. Stąd też spora ilość Masterów szuka już doświadczonych uległych, aby móc od razu korzystać z ich uległości i nie poświęcać czasu i cierpliwości na ich uczenie oraz układanie. Jednak drogie początkujące uległe: nie martwię się :) Równie spora ilość Panów szuka niedoświadczonych su, aby móc być tymi pierwszymi dla nich, aby móc odkrywać w nich uległość, aby móc delektować się tym, jak reagują na możliwość spełnienia się w klimacie dzięki nim. Są wręcz przypadki mężczyzn, którzy przyjmują pod swoje skrzydła nowicjuszki, szkolą je i w momencie, gdy uznają iż są już ułożone, że można nazwać je suką… żegnają się z nimi. Kręcą ich początkujące, nieobyte z klimatem bdsm ale bardzo chętne do nauki. A gdy stają się doświadczone i obeznane ze swoją uległością tracą w ich oczach to, co ich tak kręciło. Zatem następuje rozstanie i szukanie kolejnej ponętnej w swoim braku doświadczenia uległej.

Jak długo trwa trening? Teoretycznie tresura i rozwój uległej nie kończy się nigdy, zawsze przecież Pan może wymagać nowych rzeczy czy rozwijać te, które są już przez su przyswojone. Jednak praktycznie trening trwa do momentu, w którym Dominujący jest zadowolony ze sposobu, w jaki zachowuje się, odzywa, reaguje uległa. Do momentu w którym jest ona taka, jakiej oczekiwał, ułożona tak, jak tego wymagał. Jeżeli nie ma nic do poprawy może uznać, iż su dobrze przeszła szkolenie, że wystarczy na obecną chwilę lub też podnieść poprzeczkę wymagań oraz oczekiwań i kontynuować trening.

Oczywiście jest także trening seksualny, gdzie Pan rozwija granice odczuwania, przyjemności, doznań cielesnych i fizjologicznych swojej uległej, gdzie tresuje ją w kwestii kontroli orgazmu, bólu, znoszenia niewygody czy braku spełnienia seksualnego. Ale to już temat na zupełnie inny post ;)

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nagradzanie uległej

10 sty

Było o karach, to czas opowiedzieć mój punkt widzenia na coś znacznie przyjemniejszego, czyli nagrody. Podobnie jak w przypadku kar, stanowią one dość nieodłączną część klimatycznej relacji (bo jednak zdarzają się tacy Dominujący, którzy wolą tylko karać i prowadzić swoje su poprzez poprawianie tego co złe, bez nagradzania za to co dobre, lub wykonane lepiej niż się spodziewali, bez pozytywnych bodźców rozwijających uległą) i podobnie jak w przypadku kar, mogą one przybierać zaskakujące formy. Czasami zdarza się, że uległa, mająca dużo wspólnego z masochizmem, uważa, że jedyną formą zaznawania bólu i pieczenia pewnych części ciała to drażnienie Pana, prowokowanie go, bycie nieposłuszną, aby być cieleśnie ukaraną. Ale dla nich to nie kara a przyjemność. Zatem w takim przypadku zawsze dochodzę do wniosku, że aby wyeliminować niepożądane zachowanie ze strony uległej w postaci właśnie jej krnąbrności, pyskowania, nieposłuszeństwa (które jest okazywane celowo, aby poczuć przyjemne doznania płynące z kary) można ją uświadomić, iż nagrodą za jej dobre zachowanie będzie… właśnie ból. To zmienia optykę i perspektywę z jaką uległa postrzega swoje zachowanie i bardzo pozytywnie może wpłynąć na zachowanie jej wobec swojego Właściciela. Bo po co być niegrzeczną by dostać chłostę lub ostre lanie, skoro to samo można osiągnąć jako rezultat swojego pozytywnego zachowania wpisującego się w kanon uległości? Zaiste przewrotna z pozoru myśl, prawda? Być grzeczną i pokorną by… zaznać ból.

Nagrody mogą być przeróżne. Wiele uległych odbiera już zwykłe słowa Pana „Jestem z Ciebie zadowolony”, „Jestem dumny z suki”, „Grzeczna dziewczynka” jako swoistą nagrodę potwierdzającą to, że zachowuje się, reaguje i wykonuje to co jej każe Dominujący tak, jak jemu to odpowiada. Czasami ciekawie jest obserwować, jak Pan kładzie się na łóżku lub siada w fotelu i mówi „Su, w nagrodę za Twoje dobre zachowanie/odpowiednie wykonywanie poleceń masz pełny dostęp do mojego ciała przez 10 minut. Czas start”. A następnie obserwowanie, co uległa zrobi z taką możliwością :) Zaskakujące jest to, że bardzo często w takiej sytuacji, mogąc do woli korzystać z ciała swojego Właściciela, one łapczywie dopadają do jego penisa, z pasją pieszcząc go ustami i dłońmi, chcąc posmakować jego soków. Czyli nawet wtedy, jako nagrodę dla siebie, pragnie najbardziej ze wszystkiego sprawić przyjemność i dać spełnienie swojemu Panu.

To co może być nagrodą dla uległej, zależy także od tego, na co zwykle na co dzień ma pozwolenie su. Jeżeli może do woli dotykać ciała Pana, jeżeli może do woli delektować się jego ustami, dotykiem i smakiem, to nagrodą może być realizacja jakiegoś jej pragnienia czy fantazji, którą podzieliłaby się ze swoim Dominującym. Np. uległa pragnie być używana przez więcej niż jednego mężczyznę albo pragnie zasmakować specyficznego rodzaju bólu czy fizycznego doznania – wtedy wręcz ma motywację, by starać się tak bardzo, jak tylko potrafi, aby w ramach wynagrodzenia jej tego, Pan spełnił jej marzenie.

Jeżeli Właściciel wyznaje zasadę, że su może dotykać go, tylko za jego zgodą lub na jego polecenie, wtedy możliwości nagrodzenia jej są dużo szersze przy takich codziennych obostrzeniach. A może podarunkiem będzie głęboki i niezwykle intensywny orgazm, po tym jak Pan da szlaban na niego na tydzień/dwa/trzy? I jeżeli będzie jakieś przewinienie to szlaban jest powiększany o jeden dzień/tydzień? To ciekawe doświadczenie dla uległej, z jednej strony mocno się starać, by nie załapać dodatkowych dni bez spełnienia seksualnego, a z drugiej strony być ciągle podniecaną przez Pana, prowokowaną przez niego, by trudniej było jej walczyć ze swoimi potrzebami i pragnieniami ciała. I żyć ze świadomością, że na końcu tego ciekawego polecenia będzie prezent w postaci wyjątkowo wyczekiwanego i upragnionego orgazmu. A może jednego z wielu pod rząd?

Jeżeli Dominujący trzyma dystans do swojej uległej, nie okazuje jej ciepła, bliskości, intymności, to wtedy nagrodą może być najmniejszy dotyk – pogłaskanie twarzy, włosów, pocałunek, przytulenie czy nawet możliwość uklęknięcia na podłodze przy nogach Pana i oparciu głowy na jego udach czy kolanach. W takich sytuacjach, każda bliskość jest ogromną nagroda dla su – mimo iż inne uległe mając to na co dzień i bez ograniczeń, to nie potrafią docenić tak prozaicznej rzeczy.

Oczywiście, nagrodą dla podopiecznej może być prezent rzeczowy – zabawka erotyczna, gadżet, bielizna itp. I zapewne z tego prezentu dla niej i tak bardzo dużo przyjemności będzie miał Dominujący, nie tylko jego sub :D

Nagrodą może być orgazm. Lub ich kilka(naście). Lub jego nowy rodzaj. Lub przeżycie go w nowym miejscu czy nowej sytuacji. Nagrodą może być sperma Pana, jeżeli zazwyczaj su nie ma możliwości jej smakowania czy celebrowania. Może nią zostać nawet spacer w upragnionej obroży czy masaż w wykonaniu Właściciela – jakże uwielbiany przez kobiety :)

Tak jak wspomniałem wcześniej – nagrodą może być coś prozaicznego dla części uległych, co jednocześnie dla innych będzie czymś niecodziennym i rzadkim. Wszystko zależy od reguł i zasad panujących w relacji, od systemu kar i nagród jakie wprowadził Dominujący, od zakresu jego chęci obdarowywania, dawania, empatii i sposobu prowadzenia uległej.

Czy nagroda powinna być główną motywacją do starania się i bycia uległą? Czy też może raczej jest bonusem, otrzymywanym przy okazji możliwości spełniania się w swojej naturze i zaspokajania swoich potrzeb? Ja zdecydowanie przychylam się do tej drugiej wersji, bo w końcu uległa powinna pragnąć być zawsze grzeczna, zawsze się maksymalnie starać, zawsze zachowywać się w taki sposób, w jaki oczekuje od niej Dominujący, a nie dawać z siebie ile może, tylko wtedy, jeżeli widzi w tym wymierną korzyść. Takie podejście minimalizuje również egoizm uległej, nie widzi ona w takim przypadku konieczności odpowiedniego zachowania, by dostać nagrodę jaką jej Pan obiecał. Nie koncentruje się na niej tylko na głównej swojej powinności: posłuszeństwie, na jak najlepszym wypełnianiu poleceń, rozwoju samej siebie i swojej suczej natury.

A jak wy lubicie nagradzać swoje su lub jeżeli nimi jesteście – to jak lubicie być nagradzane?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Różnice w oczekiwaniach obu stron

14 gru

Gdy szukamy spełnienia w klimatycznej relacji mamy w głowie zarys tego, jak ona powinna wyglądać, jaką przybrać formę, jaką mieć częstotliwość spotkań itp. Wiemy, czy szukamy głębokiej relacji pełnej intymności, więzi i bliskości, może nawet związku czy też czegoś zgoła przeciwnego – układu lub sesji, na których realizujemy swoje klimatyczne JA, gdzie możemy być sobą i zaspokajać swoje potrzeby. Oczywiście są również relacje pośrednie, łączące część jednego z drugim – wszystko zależy od tego czego szukamy i czy uda nam się znaleźć drugą osobę, której to pasuje.

Jeżeli uległa pragnie dużego zaangażowania czy to emocjonalnego czy czasowego ze strony Pana, powinna spróbować wybrać dla siebie mężczyznę nie posiadającego zobowiązań i mogącego stworzyć z nią to, czego ona pragnie. Jeżeli szuka klimatycznego związku to zdecydowanie powinna o tym informować od początku, aby oszczędzić sobie kolejnych rozczarowań, gdyby okazałoby się, że Pan ma żonę czy inną uległą. Nie artykułując swoich potrzeb lub zatajając niektóre ze swoich oczekiwań czy wymagań prędzej czy później postawi się w sytuacji, w której będzie sfrustrowana i zirytowana brakiem możliwości realizowania się uczuciowego, brakiem odwzajemnienia chęci pogłębienia relacji. Wydawać by się mogło, że to najczęściej uległe zakochują się w Panu, mimo iż nie powinny, mimo iż obiecały, że tego nie zrobią (pomijam już fakt, że nad uczuciami nie da się przecież w pełni panować), mimo iż wiedziały o tym, że ma on kogoś i nie ma szans na odwzajemnienie ich uczuć. A tymczasem równie często to Dominujący rozbudzają w sobie silne uczucia do swojej suki, zaczynają angażować się emocjonalnie mimo, iż z założenia układ miał pozostać tylko układem. Ciekawa jest w takich przypadkach reakcja uległej. Z jednej strony mogą one często dostrzec, że zakochany Pan traktuje je inaczej, bardziej się o nie martwi czy troszczy co w wielu przypadkach przekłada się na mniejszą ostrość i brutalność w traktowaniu su i jej ciała, na mniejsza restrykcyjność i stanowczość w egzekwowaniu wypełniania zadań i poleceń, w większej trosce wypływającej z potrzeby opieki nad kobietą, którą się pomału zaczyna kochać. Z drugiej strony następuje wtedy u nich gwałtowne niezadowolenie wynikające z faktu obniżenia „standardów” traktowania jej jako suki, rozczarowanie z powodu bycia bardziej miękkim i delikatnym w obchodzeniu się z jej ciałem, tęsknota za surowością i bezkompromisowością Dominującego, jaka jeszcze niedawno miała miejsce i była niezwykle dla niej satysfakcjonująca. A także w pewnych przypadkach pragnienie przeżywania bólu na tym samym poziomie co wcześniej. Uległa zaczyna w takich momentach rozumieć, że Pan po prostu traci autorytet w jej oczach, nie jest tym samym któremu się poddała i do którego zgodziła się przynależeć. Szuka wyjścia z tej relacji, a najprostszym jest po prostu pożegnanie zakochanego Dominującego.

Oczywiście, jeżeli obie strony nie ustalały na początku żadnych granic w temacie uczuć, jeżeli pozwoliły sobie na dowolny rozwój emocjonalny z obu stron i dały wolną rękę temu, w którą stronę i jak potoczy się relacja, wtedy zakochanie się i pojawienie się uczucia może mocno scementować i wyraziście pogłębić daną relację. O ile oczywiście będzie to równomierne zaangażowanie z obu stron a nie jednostronne…

Intensywność i zaangażowanie w relację są zwykle również wyznacznikiem ewentualnej bliskości i intymności lub jej braku. Ciężko o te rzeczy w rzadkich spotkaniach w hotelu, gdzie obie strony wchodzą w swoje role po czym wracają do swoich domów. Nie ma kiedy zbudować głębszej więzi, nie ma kiedy ani jak poznać mężczyzny, któremu się oddajemy. Ale wiele osób tego właśnie szuka – chwil klimatycznego seksu, bólu, sponiewierania, używania, uwolnienia perwersyjnych pragnień z własnego wnętrza, spełnienia mrocznych potrzeb które niezwykle je podniecają. Nie chcą do takich sesji czy układów dorabiać żadnej ideologii, nie chcą wychodzić poza zezwolenie na kontrolę nad sobą tylko i wyłącznie w tym momencie. Bardzo im odpowiada dystans i patos, jaki ma miejsce w tego typu sytuacjach, gdzie mogą również zostawić swoje życie w domu a w hotelu czy w innym miejscu uwolnić to, co jest zwykle codziennie skrywane. Nie szukają zobowiązań, uczuć, czasem nawet nie szukają powtórki bowiem kręci ich jedno spotkanie z nieznajomym Dominującym, na którym nie wiedzą co on zrobi i jak się owa sesja potoczy.

Jest to jak najbardziej normalne i naturalne. Nie każdy oczekuje związków, zobowiązań, ingerencji w życie poza spotkanie w hotelu itp. Ważne jest to, aby do swoich oczekiwań dobrać zgodnego z nimi Dominującego lub Dominującą.

Zatem to wy sami definiujecie czy pragniecie uczuć w takiej relacji i jak ona ma wyglądać pod względem… nazwijmy to „technicznym” :) Wy ustalacie co najbardziej wam odpowiada i jest wam najbliższe nie tylko wam uległym i Dominującym, ale również jako kobietom i mężczyznom. To wy decydujecie, jak tryb relacji oraz jaka jej intensywność jest dla was najbardziej zadowalająca. To wasz wybór czy doznania płynące z samych klimatycznych praktyk chcecie okrasić czułością, ciepłem i bliskością. Nikt nie ma wam prawa powiedzieć, że musicie szukać związku i tylko związku lub że macie znaleźć tylko i wyłącznie sesje z żonatym Panem. Tak samo jak nikt nie ma prawa wam powiedzieć, że nie możecie zakochać się w Panu lub że relacja rozpoczęta od klimatu bdsm nigdy nie może skończyć się związkiem a nawet małżeństwem. Tu nie ma reguł, nie ma doktryn mówiących że trzeba postępować tak i tak a w ten i ten sposób już nie można.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pseudo-dominujący

13 paź

Po fali popularności książek i filmów związanych z klimatem bdsm swoje preferencje i potrzeby ujawniło bardzo wiele kobiet. Jako całkowicie początkujące miały tylko swoje wyobrażenia, pragnienia i chęci by je realizować. Rozpoczęły szukania w Internecie, na czatach, portalach i… trafiały na ogrom mężczyzn udających domin. Nie wiedząc czego oczekiwać uznawały, że to co słyszą od rozmówców podających się za dominujących to standardowe działania i praktyki, że to jak są traktowane i czego się od nich wymaga to norma. I nagle konfrontują swoje wyobrażenia o tym jak to powinno wyglądać wg nich z brutalnym i przedmiotowym traktowaniem przez rozmówców. Ich entuzjazm by się realizować jako uległe drastycznie spada, nie wiedzą jak się mają zachować – czy godzić się na nazywanie suką, czy wysyłać zdjęcia po 3 minutach rozmowy, czy godzić się na realne spotkanie za godzinę bo „pan” tak postanowił. Nie wiedza jak się zachować i jak zareagować na praktyki i perwersje jakich oczekuje rozmówca, a które przekraczają ich możliwości i granice. Czy mają się zgadzać na wszystko bo to Dominujący decyduje? Czy muszą robić rzeczy które je przerażają? Akceptować praktyki, które wywołują w nich odruch wymiotny i chęć ucieczki? Absolutnie NIE! Powyższe przykłady rozmówców to tzw. pseudo-panowie, pseudo-dominujący, którzy na bazie popularyzacji klimatu bdsm udają dominujących by wyciągać nagie zdjęcia od początkujących i zdezorientowanych czatujących, by spotykać się na szybki, agresywny i darmowy seks, by nęcić spragnione realizacji swojej uległości kobiety swoją niby to stanowczością i pewnością siebie do robienia tego, czego oni oczekują.

Sam wielokrotnie miałem przypadki, gdzie rozmawiając z uległymi kobietami dowiadywałem się o ich zaskoczeniu. Bo nie jestem wulgarny, bo nie chcę się już natychmiast albo najpóźniej jutro spotykać, bo nie wołam o nagie zdjęcia, bo nie nazywam ich sukami od 4 zdania, bo okazuję szacunek a nie szmacenie i przedmiotowe traktowanie. Często rozmowa ze mną powodowała, że jednak nie rezygnowały z klimatu, że nie rezygnowały ze swoich pragnień, mimo iż miały taki zamiar po tych wielu niepowodzeniach i trafianiu ciągle na „dominujących”. Starałem się je uświadamiać, że mężczyzna posiadający prawdziwie i naturalnie dcharyzmatyczną stronę swojego charakteru, z dominującymi preferencjami seksualnymi nie będzie w większości przypadków szukał czegoś na chwilę, na już, na seks. Pokazywałem im, że to jest dość długotrwały proces oparty na wzajemnym poznaniu, dopasowaniu, nawiązaniu intymności a nie na przedmiotowym szmaceniu i upokarzaniu, mającym w mniemaniu pseudo-panów wpisywać się w klimat bdsm bo „tak się przecież robi”.

Starałem się natchnąć moje rozmówczynie pewnością, że to czego szukają, że ich wyobrażenia i sposoby na spełnienie swojej uległej natury da się zrealizować bez uszczerbku na swojej psychice, bez rezygnowania ze zbyt wielu rzeczy jakże ważnych dla sporej części uległych: szacunku, empatii, zrozumienia, godności. Że jeżeli będą wyczulone na samców i udawaczy, jeżeli będą ich odsiewać i szybko kończyć rozmowę gdy tylko zauważą pierwsze oznaki bycia „pseudo” to oszczędzą sobie czas, nerwy i nadal będą mieć pozytywne nastawienie do uległości. I już spokojniejsze wracały do dalszych poszukiwań, uświadomione o czyhających pułapkach, uzbrojone w cierpliwość.

Zatem drogie uległe kobietki – nie dajcie sobie wmówić w czasie rozmowy z nowo poznanym mężczyzną (podającym się rzekomo za dominującego, bo to czy nim faktycznie jest będziecie mogły sprawdzić w trakcie rozmowy), że jesteście jego sukami, że macie robić co wam każe po 6 minutach wymiany zdań, że musicie nazywać go Panem, że jesteście zobligowane do CZEGOKOLWIEK wobec niego. To jest tylko rozmówca a nie wasz Pan i Właściciel, macie takie same prawa do bycia niezależną i wymagającą wobec niego jak on wobec was.

Wielu pseudo panów próbuje reagować złością, wulgaryzmami i ostentacyjnym krytykowaniem oraz ubliżaniem rozmówczyniom, jeżeli one nie robią tego co on sobie wymyślił i nie postępują wg jego wytycznych. Prawdziwy i rozsądny dominujący ani nie będzie wymagał i zmuszał do zbyt wielu rzeczy zbyt wcześnie, ani nie będzie tym bardziej ubliżał czy wyszydzał swojej rozmówczyni. Oczywiście wielu z pseudo będzie próbowało wmówić wam, że nie macie pojęcia o uległości, że nie dostosowujecie się do przyjętych w kontakcie dominującego z uległą norm (oczywiście są to jego wymysły mające na celu wzmocnienie swojej pozycji i „wiedzy”), że nie jesteście w ogóle uległymi bo… nie robicie po 10 minutach tego co wam każe. Olejcie to, zignorujcie tego typu osobników, nie marnujcie na nich czasu. Oni was nie znają, nie wiedzą co wami kieruje, jak wygląda wasza natura, jak i czym się przejawia. Nie mają żadnych praw do oceniania was, a tym bardziej tego czy jesteście uległe czy nie, czy nadajecie się na su czy też to nie wasz świat. Mają za to wyobrażenie o tym jak oni powinni się zachowywać by złapać naiwną na szybki seks albo chociaż na kilka nagich fotek.

Zatem – wymagajcie, bądźcie czujne, kierujcie się intuicją i nie pozwalajcie sobie na to, by mieć zbyt duże i zniechęcające do rozmówcy wątpliwości, które same będziecie sobie starały tłumaczyć swoim niedoświadczeniem i byciem początkującą. Jeżeli traficie na odpowiedniego i pasującego wam Dominującego, kulturalnego i dojrzałego, prawdziwego i naturalnego – wtedy od razu to poczujecie i będziecie miały pewność, że dla niego warto się starać i z czasem podporządkować.

 
Komentarze (25)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowe regulacje dotyczące czatu

02 paź

Ze względu na to, że nasz czat zaczął zbyt daleko odbiegać od jego oryginalnych założeń i stracił dużo z klimatycznych rozmów,  dzisiejszej nocy (2 października) zostanie do niego zaimplementowana funkcja Zaproszeń. Oznacza to, że pierwsze wejście na czat będzie wymagało uzyskania zgody od osoby pełniącej funkcję Operatora. W tym celu nowe osoby zainteresowane obecnością na nim będą mogły dostać się na niego po napisaniu maila z prośbą o dostęp na adres: czatblogmp@gmail.com

Obecni bywalcy zostaną poddani weryfikacji i na bazie podjętych decyzji zaproszeni lub nie na nową wersję kanału IRC.

 
http://pirc.pl/bramka/BlogMP/

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co czuje Dominujący szukając uległej?

27 wrz

Do tej pory w swoim postach koncentrowałem się w większości na emocjach i pragnieniach uległych. Dla nich powstał ten blog, ale brak weny i sugestie czytelniczek co do nowych tematów skłoniły mnie do spojrzenia trochę odmiennego. Tym razem o tym, co czuje Dominujący który jest sam, który szuka uległej, jak radzi sobie z brakiem spełnienia.

Oczywiście każdy Dominujący przeżywa to inaczej, bo szukając odmiennych rzeczy jest im łatwiej lub trudniej poradzić sobie z ich brakiem. Ci, którzy szukają prostych relacji opartych tylko na układach bez przywiązywania się emocjonalnego czy uczuciowego do uległej mają o wiele prostsze zadanie. Wybór uległych jest większy, nie trzeba wkładać w taką znajomość dużej ilości czasu i energii, można ustalić bardzo rygorystyczne zasady spotkań i kontaktów dopasowując je do własnego życia i zobowiązań (żony, dzieci, pracy, inne uległe czy kochanki itp). Tacy Dominujący rzadko bywają samotni, bowiem zazwyczaj ich układy z uległą mają z góry zaplanowaną datę ważności, zwykle oznaczającą po prostu znudzenie czy rutynę, które z kolei przekłada się na rezygnację su i szukanie nowej uległej i nowych, świeżych doznań.

Gorzej mają Ci, którzy oczekują od takiej relacji więcej, którzy pragną silnej więzi, poczucia bliskości, czegoś poważnego i na pewno nie na chwilę. W takim przypadku może minąć sporo czasu zanim znajdą uległą pasującą do ich oczekiwań i jednocześnie taką uległą, której oni będą odpowiadać. Po części szukanie su dla siebie to jak szukanie kobiety do związku – powinna spełniać nasze oczekiwania, odpowiadać czy to pod względem charakteru (o ile Dominujący zwraca na to uwagę), czy sposobu postrzegania klimatu i głębi uległości, czy oczywiście również wyglądu. Jeżeli Dominujący ma wysokie wymagania to będzie szukał dłużej, co oznacza dla niego coraz większą trudność w radzeniu sobie bez su i frustrację z niemożliwości spełniania się w swoich pragnieniach i potrzebach. I wtedy albo może obniżyć swoje wymagania i wybrać kogoś nie do końca i nie w pełni mu odpowiadającego albo nadal być wiernym swoich oczekiwaniom, cierpliwie czekać i zbierać w sobie pragnienia oraz tęsknoty do uwolnienia przy su, którą w końcu znajdzie.

To czy Dominujący odczuwa tęsknotę i potrzebę posiadania su zależy zapewne od tego, jak podchodzi do klimatu, swojej natury i uległej kobiety. Od tego kim ona dla niego ma być i jak ją chce traktować. Jeżeli to ma być zabawka trzymana na dystans, do tego bez głębszej więzi emocjonalnej to w mojej opinii taki Dominujący poradzi sobie z (krótkim) okresem bez su dość prosto i łatwo. Im większe potrzeby emocjonalne tkwią w mężczyźnie, im bardziej potrzebuje więzi, poczucia bezpieczeństwa, zaufania ze strony uległej kobiety tym jego tęsknota za posiadaniem własności jest większa i trudniejsza do kontroli czy opanowania. Sam miałem przypadki, w których chciałem już rezygnować z części swoich wymagań bo pojawiała się uległa kobieta czy dziewczyna, która w dużym stopniu mi odpowiadała, ale jednak nie było to w pełni to czego oczekiwałem. I wtedy w głowie górę biorą potrzeby realizacji i spełniania swoich potrzeb, do głosu dochodzą trzymane pod wodza pragnienia którym trzeba przeciwstawić świadomość, że wybór takiej uległej mimo pewnego jej odbiegania od oczekiwań może nas (i przede wszystkim ją) w przyszłości dużo kosztować. Bo choć na początku będzie przyjemnie, dobrze i klimatycznie, to z czasem do głosu zaczną dochodzić te rzeczy, których brak warunkowo zaakceptowaliśmy. Zacznie rosnąć frustracja i niezadowolenie, przekładające się na niewłaściwe traktowanie su (bo ona przecież temu nie zawiniła, była szczera mówiąc o sobie i o tym, czego jej brakuje wedle oczekiwań danego Dominującego). I wtedy to ona będzie cierpieć, bo Pan ją zostawi, odeśle mimo iż ona dawała z siebie co mogła. Więc w trosce o to Dominujący może nie powinien godzić się na obniżenie swoich wymagań i krzywdzenie tym samym uległej którą przygarnie? Ja wychodzę z takiego właśnie założenia, że nie myślę tylko o sobie ale także o kobiecie, która odda mi swoje ciało, część umysłu i sporą część swojej codzienności. Szacunek do niej i jej uczuć, niechęć do krzywdzenia jej warunkuje niejako moją cierpliwość i wytrwałość w poszukiwaniach.

Oczywiście są Dominujący zimni i bezuczuciowi, dla których nie liczą się emocje su, jej oczekiwania czy kobieca wrażliwość. Ważne jest tylko to co oni chcą, jak chcą i gdzie chcą (i oczywiście ile razy chcą :D). Każdy Dominujący jest odmienny, ma inne podejście do klimatu, do uległej, do praktyk i zasad którymi się kieruje. I jako dopasowanie do nich są także uległe kierujące się tym samym, czyli szukaniem kogoś na chwilę (krótszą lub dłuższą), bez zobowiązań, do zabawy, przekraczania swoich granic i przeżywania perwersji. Zatem skoro Dominujący widzą, iż bez większych starań mogą mieć uległą, to czemu mieliby być cierpliwi i czekać na taką, która będzie im bardziej odpowiadać, skoro mogą wziąć tę chętną, bawić się nią i… szukać ciągle kogoś lepszego :)

Po prostu dla jednych uległe są kawałkiem mięsa do zadawania bólu, dla innych podniecającą zabawką do realizacji swoich perwersyjnych praktyk, dla jeszcze innych odskocznią od rutyny małżeństwa. Dla kolejnych są odpowiedzią na ich patriarchalne potrzeby kontroli i decyzyjności, a dla jeszcze kolejnych kobietą, z którą się rozmawia, traktuje z szacunkiem i myśli także o niej mimo jej uległości.

Każdy z nich szuka czegoś innego w uległych i takiej relacji oraz inaczej radzi sobie z brakiem tych rzeczy, gdy jest sam.

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

To już dwa lata…

15 mar

… jak prowadzę blog. Zdecydowanie przekroczył moje oczekiwania jeżeli chodzi o aktywność czytelników oraz ich ilość. Skoro to podsumowanie 24 miesięcy, to pozwolę sobie przytoczyć kilka statystyk i ciekawostek, którymi nigdy się z wami nie dzieliłem.

- Sumaryczna ilość odsłon bloga od momentu jego powstania:  290.000

- Największa ilość odwiedzin jednego dnia – 405 osób w dniu 27 grudnia zeszłego roku

- Największa ilość odsłon jednego dnia – 1388 razy  25 czerwca zeszłego roku

- Średnia dzienna ilość odwiedzin – 200

- Ilość stałych, powracających użytkowników – 44%

Czat na tym blogu to rzecz, która bardzo ładnie się przyjęła i została świetnie wykorzystana przez czytelników. Mogą w tym miejscu porozmawiać bez wstydu czy oceniania na dowolny temat. Zadawać pytania, szukać pomocy, zaspokajać swoją ciekawość i głód wiedzy. Jego uczestnicy stworzyli miejsce, w którym klimatyczne osoby bez względu na swoje doświadczenie lub jego brak czują się swobodnie i pozytywnie.

Wraz z upływającym czasem coraz więcej osób decyduje się na ocenianie mojego podejścia do klimatu. Niektórzy uważają, iż nie jestem prawdziwym dominującym bowiem nie jestem brutalny, bezwzględny, nie upodlam psychicznie albo dlatego, że nie podnieca mnie zadawanie bólu. Każdy ma prawo do własnej oceny mojej osoby, jednak gdyby przyjąć takie kryterium definiowania dominacji to oznaczałoby to, że uległą jest tylko taka osoba, która pragnie krwi, siniaków, upodlenia, szmacenia i wyżywania się na niej. A doskonale wiemy, że tak nie jest.

Dostaję czasami maile z wyrazami podziękowania od kobiet, które dzięki mojemu blogowi poznały inną stronę dominacji i inny wymiar bdsm. Nie ten w wersji hard, nie ten, który zwykle kojarzy się z hasłem bdsm. I dzięki moim wpisom dostrzegły szansę, by znaleźć Pana odczuwającego klimat w granicach, które są dla nich akceptowalne. W wyobrażeniach podobnych do ich własnych, co daje im szansę na realizację we własnej naturze. I to takie maile są dla mnie najlepszym dowodem na to, że warto było zacząć pisać o swoim podejściu do klimatu oraz tym, jak może wyglądać relacja Pan – uległa wg mojego spojrzenia i zasad.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co pragnę by miało miejsce…

02 mar

Chcę bawić się ciałem su gdy czyta książkę (zwłaszcza gdy robi to na głos i słychać w nim „efekty” mojej zabawy), gdy jedziemy autem, gdy jesteśmy w kinie, podczas zakupów w markecie, gdy zasypia czy bierze kąpiel.

Chcę przeszkadzać jej w gotowaniu poprzez dotyk, jednoznacznie wyuzdane słowa lub pobudzająco dwuznaczne pytania, przez pocałunki składane na szyi i karku, dłonie pieszczące jej brzuszek, biodra, pośladki i piersi aż po język delektujący się jej uchem, brodą czy ustami.

Chcę budzić się rano, sennie sprawdzać dłonią czy moja su śpiąca na boku jest wilgotna by powoli wsunąć się w jej śliski środek, sprawdzając po którym pchnięciu przebudzi się ze świadomością, iż jest używana przez swojego Właściciela.

Chcę by to ona przeszkadzała mi w moim przygotowywaniu posiłków – przytulała się do pleców, całowała kark, drażniła wargami i szeptem wydobywającym się z pomiędzy nich. By pytała czy może włożyć dłoń w bokserki lub nawet klęknąć przede mną i pieścić mnie ustami, patrząc z dołu w moje oczy i zastanawiając się, czy z powodu rozkojarzenia nie zrobię sobie krzywdy nożem, którym kroję marchewkę.

Chcę chodzić z nią na zakupy bielizny, przyglądać się jej ciału w różnych majteczkach i biustonoszach, podziwiać jej radość i wesołość, gdy robi jedną ze swoich ulubionych rzeczy na oczach swojego Pana. Gdy wygina się, wypina, kusi bez słów patrząc w odbiciu w lustrze prosto w moje oczy, dokładając do tego niewinni uśmiech lub zmysłowe przygryzanie wargi.

Chcę wychodzić z nią na miasto, gdy na moje polecenie ma w sobie kulki gejszy lub wibrujące jajeczko sterowane zdalnie. By każdy krok dawał jej przyjemność odczuwaną w swojej cipce, by każdy skłon czy kucnięcie zmuszało ją do walki z jękiem próbującym opuścić jej usta. By podniecała ją myśl, iż wszyscy mężczyźni wokół są nieświadomi tego, że ma ona coś w sobie. A do tego że np. jest bez bielizny i czuje swoje ciepłe wąskie smugi spływających soków po wewnętrznej stronie ud.

Chcę oglądać z nią tv lub filmy i leniwie bawić się jej kobiecością, wsłuchiwać się w jej przyspieszony oddech, gwałtowne ruchy dłoni i palców zaciskających się na pościeli czy moim ubraniu, w ciche westchnięcia i jęki. Uroczo dekoncentrować ją podczas oglądania a potem przepytać z filmu i sprawdzić, ile szczegółów zapamiętała.

Chcę ją kąpać, pieścić jej namydlone ciało, sprawdzać jak bardzo dokładnie dam radę umyć ją… w środku :) Przekonać się jak działa na jej łechtaczkę strumień wody o różnym natężeniu, temperaturze i odległości od niej. Po kąpieli wybalsamować jej ciało, celowo sunąć powolnymi ruchami wilgotnych dłoni po jej ciele, tak by pobudzać i rozpalać. A potem kazać jej tak stać aż balsam się nie wchłonie i obserwować jej błyszczącą od wilgoci skórę.

Chcę oglądać z nią filmy porno, które sam wcześniej wybrałem. Przedtem jednak uprzedzić, że to co mężczyzna robi kobiecie w filmie ja zrobię jej po skończonej emisji. By dzięki tej informacji oglądała taki film inaczej niż do tej pory, by w głowie miała świadomość, że wszystko sama za chwilę przeżyje. Doświadczy. Posmakuje. By czuła podniecenie z faktu, że dokładnie wie co się za chwilę z nią stanie i by drżała z niecierpliwości doświadczenia tego. Aby była zaskoczona tym, co za chwilę zobaczy na filmie.

Chcę mieć nieograniczoną możliwość używania ciała mojej su, chcę by ona miała tę świadomość i pragnęła, bym z niej korzystał. By mój dotyk był dla niej przyjemnością i czymś za czym tęskni, czego potrzebuje.

Chcę w pełni kontrolować jej orgazmy i zabawy ze sobą, by bez mojej wiedzy i zgody nie zrobiła nic. Chcę słyszeć i czytać jak prosi mnie o pozwolenie by mogła się sama po dotykać, jak błaga po raz kolejny o prawo do dojścia i jak reaguje na kolejną odmowę. I by wiedziała, że w czasie każdej rozmowy może nagle usłyszeć polecenie by się dotykać czy dostać sms o tym, że ma dojść w ciągu 3 minut.

Chcę rozbudzić w niej świadomość, że mimo iż jesteśmy w domu lub wśród ludzi i zachowuję jak standardowy mężczyzna, to zawsze gdzieś tuż pod powierzchnią czai się moja dominująca i władcza natura, która w każdej chwili może uzewnętrznić się poleceniem, rozkazem, dotykiem lub pieszczotą. Chcę by czuła podskórnie słodką i podniecającą niepewność, płynącą z przeświadczenia o byciu moją uległą nawet wśród ludzi czy podczas zwykłych codziennych czynności.

Chcę cieszyć się jej szczęściem, gdy będzie zadowolona i spełniona ze swojego hobby czy pasji. Chcę zamieniać jej wesołość i uśmiech w podniecające ciche jęki i rozmyty wzrok odczuwania przyjemności. Chcę sprawić, by mogła przeskakiwać z jednej pozytywnej emocji w druga, stricte namiętną, by z jednego wesołego uczucia przeskakiwała w wyuzdane i podniecające doświadczenie.

Chcę jej używać, uprawniać z nią seks, kochać się z moją su z lekkością i radością. Delektować się jej reakcjami, czasami nawet cichą frustracją wyrażaną przez smutny jęk zawodu gdy znowu nie pozwolę jej dojść. Chcę by bliskość cielesna dawała jej radość, zadowolenie, by była czymś wyczekiwanym i utęsknionym. By była lekka, pełna pozytywnych emocji, ale również głębokiego wyuzdania, lubieżnej otwartości, brakiem jakiegokolwiek wstydu i tabu. Ostre i wulgarne słowa wypowiadane w takich momentach będą nakręcać, brutalność i mocniejsze traktowanie będzie podniecać.

Chcę by robiła mi masaż, siedząc na mnie okrakiem, rozmawiając ze mną, delektując się nieograniczoną swobodą dotyku mojego ciała. By przez swoje dłonie i to jak dotykają wyrażała oddanie, bliskość, przynależność a także nieme podziękowanie za to, że ma możliwość spełnienia się i realizacji swojej natury przy mnie.

Chcę wydawać jej polecenia dotyczące przybierania odpowiednich pozycji i sprawdzać, ile w nich wytrzyma. Chcę wydawać jej polecenia „rozbierz się”, „klękaj”, „pieść się”, „dotykaj się”, „tańcz”, „milcz”, „otwórz usta”  zawsze gdy będę miał ochotę. Chcę widzieć, jak z uśmiechem i radością je wykonuje i widzieć po reakcji jej ciała, jak silnie na nią działają.

Chcę by zaskakiwała mnie swoją zachłannością w dotykaniu i pieszczeniu mojego ciała. Chcę widzieć, czuć i słyszeć jak na nią działam, jak mocno mnie pragnie, jak czasami nie ma dość lub nie może oderwać palców od mojej skóry. Jak robi smutną minę gdy każę jej zabrać dłonie czy przerwać pieszczoty bo ona wciąż pragnie jeszcze i jeszcze.

Chcę by robiła mi niespodzianki pobudzające mnie – zdjęcia, filmiki, sms-y czy maile gdy jestem w pracy. Chcę by nakręcała mnie na siebie i sprawiała, abym myślał o niej, o tym co chce z nią zrobić lub co jej zrobię jak wrócę do domu. Chcę by zaskakiwała mnie pozytywnie mówiąc, że np.: nie ma bielizny na sobie, że napisała dla mnie wiersz czy opowiadanie albo że wzięła specjalnie dla mnie dzień urlopu by pobyć ze mną dłużej.

Chcę by mówiła mi o tym jak na nią działam, co czuje, czego pragnie, o czym fantazjuje, co chciałaby spróbować. By bez obaw otwierała się przede mną i pozwalała sobie na bezwarunkową szczerość i swobodę w dzieleniu się ze mną swoimi odczuciami.

Chcę znaleźć w pracy jej wilgotne majteczki, jakie ukradkiem włożyła mi do torby. Chcę znaleźć liściki od niej w kieszeniach, na których opisała jak w danej chwili chciała być brana lub co chciała zrobić swojemu Panu. Chcę słuchać jej szeptu, w którym opowiada jak na nią działam i jak bardzo mnie teraz pragnie. Jak prosi mnie bym jej użył. Skorzystał ze swojej su. By była nienasycona swojego Pana.

Chcę sprawdzać stopień wilgotności jej cipki bez względu na miejsce i okoliczności. W sposób dyskretny lub… mniej dyskretny, w zależności od stopnia mojego podniecenia. Chcę by czuła, że dotykam moją su, moją własność, chcę widzieć uśmiech na jej twarzy i podniecenie w oczach, gdy zobaczy co robię potem z wilgotnymi palcami.

Chcę brać ją gdy przyjdzie mi na to ochota. Na blacie w kuchni, na komodzie w pokoju, opartą o drzwi wejściowe, szafę czy przed lustrem, na podłodze czy wypięta o parapet. W samochodzie czy podczas spaceru w lesie. Chcę ja brać nagle, zachłannie, czasem ostro a czasem leniwie i wręcz drażniąco powoli.

Chcę by na samą myśl o mnie czuła podniecenie, żar, pragnienie. By myślała o mnie w ciągu dnia, by była rozproszona moją osobą, wspomnieniami, przeżyciami, doznaniami. By tym myślom towarzyszył bezwolny uśmiech i wilgoć między udami. Chcę być jej pożądaniem, fantazją, tęsknotą, potrzebą.

Chcę czuć uległość mojej su, jej oddanie, posłuszeństwo, podporzadkowanie, przynależność. By okazywała to słowami, czynami, drobnymi gestami i zachowaniem. Chcę czuć, że jest moją kobieta która przynależy do mnie, moją su, moją własnością do mojej dyspozycji.

Chcę widzieć radość i szczęście w jej oczach, gdy widzimy się po paru tygodniach, czuć jak lgnie do mnie i pragnie służyć. Jak okazuje potrzebę ulegania i podporządkowania. Jak nie może doczekać się by wykonać polecenie, być użytą, bym uwolnił ją od silnego napięcia seksualnego, które sam w niej wywołałem.

Chcę by rozmawiała ze mną o przeżytych orgazmach, o tym jak reagowało jej ciało, umysł, jakie doznania fizjologiczne jej towarzyszyły. Chcę by była bezwstydna i pozbawiona pruderii w mówieniu o tym co czuła podczas spełnienia, o tym że jej wciąż mało, że jest nienasyconą suczką, którą trzeba wymęczyć i że ma nadzieję, iż to właśnie zrobię.

Chcę by uwielbiała pieścić mnie oralnie, czy to mocno i głęboko czy tez powoli i subtelnie. Chcę by pokochała moje nasienie, delektowała się nim i nie chciała zmarnować ani odrobiny swojego Pana. By mówiła jak uwielbia mnie tak pieścić, czuć jak rosnę a potem ją wypełniam, jak pragnie się dławić mną, czuć łzy spływające z oczu i krztusić się brakiem oddechu. Chcę słyszeć jej stłumione jęki przyjemności i podniecenia płynące z faktu co robi i komu robi. Chcę dociskać jej głowę trzymając za włosy i kark, czuć jak walczy z odruchem, jak dławi się penisem, jak potem łapczywie wciąga powietrze gdy już ją puszczę i jak cudownie mokra od gęstej śliny jest męskość.

Chcę chodzić z nią na spacery, czy to trzymając za dłoń czy władczo za kark.

Chcę cały dzień spędzić na oglądaniu jak się sama pieści i dochodzi przy mnie bez dotykania jej i kochania się ze mną. Chcę zobaczyć jak działam na nią, jak mnie pragnie i jak daje sobie przyjemność swoimi palcami i zabawkami obserwując mnie i wiedząc, że ja patrzę na nią.

Chcę ją wymęczyć, sprawić by bolała ją cipka i aby była spuchnięta oraz nabrzmiała. Chcę, by następnego dnia czuła lekki ból świadczący o tym, jak długo i mocno była używana dzień wcześniej. Słodki ból utożsamiający się z uległą naturą. I mimo którego nadal chciałaby być brana przez Pana.

Chcę leniwych dni pełnych pieszczot, czułości, dotyku i seksu. Chcę przekraczać rekordy su w ilości przeżytych orgazmów i pokazywać jej nowe doznania, nowe formy przeżywania przyjemności. Chcę by czuła się dla mnie ważna i miała świadomość, że nie jest tylko spełnioną uległą ale także spełnioną kobietą.

Chcę jeszcze wielu, wielu innych rzeczy…

 
Komentarze (62)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Blogi czytelników

22 lut

Podczas ostatniego czatu pojawiła się propozycja, aby w jednym miejscu zebrać blogi osób czytających moje wpisy oraz rozmawiających na czacie. A więc po to właśnie powstał ten post :) Ci, którzy chcą się podzielić swoją twórczością zawartą w blogach niech podadzą jego adresy w komentarzu, wraz ze swoim nickiem. Dzięki temu czatujący poznają dużo ciekawych i ważnych informacji o sobie nawzajem, których dotychczas nie byli świadomi.  

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odezwa do Dominujących

15 lut

Poniższy tekst nie jest mojego autorstwa – napisała go jedna z czytelniczek. Chciała w ten sposób przekazać swój głos w sprawie, której jeszcze nie poruszałem, a mogą o niej opowiedzieć tylko uległe.
Największą bolączką znajomości internetowych jest rozstanie. To ono demoluje poczucie samoakceptacji wśród uległych kobiet, budzi największą złość i zostawia największe blizny. One chciałyby po prostu wiedzieć konkretnie na czym stoją – a zazwyczaj jest już po znajomości, jednakże one ciągle walczą ze sobą. Z czego wynika najczęściej taka sytuacja? Dominujący powoli zanika nie żegnając się.

Oto treść odezwy:

Mamy dość !
Mamy dość oczekiwania, mamy dość ciągłego wpatrywania się w ekran komputera z nadzieją, że jednak to co podpowiada logika nie jest prawdą. Mamy dość bycia oczekującymi, mamy dość !
Czemu w świecie komunikatorów i portali społecznościowych, gdzie wszystko jest możliwe i potencjalnie każdy może znaleźć swoją przestrzeń, ciągle to Wy decydujecie. Owszem nasza uległa natura chce takiego traktowania ale w ramach relacji, która trwa a nie wtedy gdy nasze większe zaangażowanie powoduje Wasze znużenie. Wiemy, że Pana rolą jest nadawanie nam prawa do głosu. Po Waszej stronie leży czy poświęcacie Nam swoją uwagę czy nie. Jednak siła i mądrość potencjalna powinna odzwierciedlać się także w sposobie w jaki kończycie znajomość z nami. Czemu nie jesteście dość silni by wprost powiedzieć – do widzenia.
Dlaczego to my uległe musimy cicho i z pokorą zgadzać się na traktowanie nas jak reklam w telewizji… zawsze można przełączyć kanał.
Gdzie leżą podstawowe zasady wychowania, kultury osobistej. Czemu Wy wspaniali, silni, dominujący nie jesteście w stanie przyznać się wprost dlaczego zanikacie… Przecież taki sposób zakończenia znajomości pozwoliłby nam na zachowanie godności.
Czemu za każdym razem musimy przechodzić przez tą samą gehennę. Najpierw czekamy, wpatrujemy się w ten głupi ekran dręcząc klawisz F5, potem jakby od niechcenia próbujemy zaczepić wmawiając sobie, że real jest ważniejszy i może coś się stało. Potem jesteśmy złe – chcemy krzyczeć do Was jak podli i prości jesteście, jak zwyczajnie tchórzliwi. Powstrzymujemy się jednak… nie chcemy palić mostów, a nuż… Następnie powoli smutniejemy, tracąc wiarę we własną osobę, rozkładamy na części pierwsze swoje słowa i szukamy co zrobiłyśmy nie tak. Za każdym razem tracimy kawałek siebie – właśnie, tak! Nie żegnając się zabieracie ze sobą małe części nas. Odzieracie naszą uległość, pozbawiacie kobiecości, zabieracie wiarę i zaufanie.
Czemu nie mówicie Do widzenia?
To takie proste, jak zamknięcie drzwi. Boicie się, że lamentować będziemy? W swojej naiwności myślicie, że złamiecie nasze przepełnione miłością do Was serca? W większości przypadków to nie miłość przecież. To przyzwyczajenie, lojalność, sympatia zwykła. Przecież my kobiety uległe możemy Was zwyczajnie lubić. Nie jesteśmy aż tak kochliwe jak Wam się wydaje. Nasza złość i rozpaczliwe posty nie są efektem ekstremalnego zadurzenia a są właśnie wynikiem Waszego tchórzostwa. Zabieracie nam pewność siebie, wiarę we własną atrakcyjność – walczymy więc o nią tym bardziej im bardziej się przed Wami otworzyłyśmy.
A można by po przyjacielsku, powiedzieć wprost – „Wiesz, znudziło mnie to… podobało mi się to…. lubiłem tamto… irytowało mnie owo… fanie było gdy… jednak nie czuję już tego dreszczyku emocji co na początku a wiesz, że to główny cel mój tych rozmów”.
Dajcie nam szansę na pozyskanie informacji zwrotnej. Na dopełnienie rytuału pożegnania. Na domknięcie klamry. Dajcie nam szansę – nie wyrzucajcie jak psa … Pomóżcie nam w znalezieniu nowego domu choćby pokazując błędy. To będzie konstruktywne rozstanie – nie destrukcyjne.
Bądźcie dorośli!

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Brak weny…

02 lut

Tytuł mówi wszystko w kwestii tego, dlaczego od ponad miesiąca nie ma nowych postów na blogu. Może to chwilowe wypalenie, a może przekazałem już wszystko, co uważałem za ważne i potrzebne? Jest jeszcze gdzieś w głowie kilka małych pomysłów na posty, podsuniętych przez czytelników via komentarze lub na czacie, ale nie mam serca ani przekonania by się do nich zabrać :) Dlatego napiszcie w komentarzach o czym chcielibyście przeczytać, jakie tematy poruszyć, o czym opowiedzieć. Może dzięki temu dostanę odpowiednią porcję motywacji i znowu będą pojawiały się posty z częstotliwością większa niż jeden na miesiąc :)

 
Komentarze (21)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podsumowanie roku

31 gru

Co się wydarzyło w tym roku? Jedna bardzo ciekawa relacja z uległą, która niestety trwała tylko nieco ponad sześć miesięcy. Drugie sześć spędziłem szukając nowej su. Często słyszę, że to dziwne iż wciąż jestem sam, bo podobno wiele uległych szuka takiego dominującego jak ja, czującego klimat w taki właśnie sposób. Być może tak jest, ale wiedzieć, że ktoś nam pasuje a bycie z tym kimś to długa droga, która w moim przypadku już na początku okazuje się zaledwie krótką ścieżką szybko znikająca z pola widzenia. Najczęstszą przyczyną tego, że mimo iż ktoś kto chciałby być moją su ale nie będzie w stanie tego zrealizować jest po prostu dzieląca nas odległość. O tym często zapominają te osoby, które twierdzą iż dużo jest kobiet zainteresowanych moją osobą. Kolejną przyczyną niepowodzenia jest fizyczność i wygląd, które niestety nie zawsze trafiają w moje gusta. Na kolejnym miejscu usadowił się fakt posiadania przez zainteresowane kobiety dzieci. Często niektóre osoby dziwią się,  dlaczego akurat bejbiki mi przeszkadzają. Odpowiedzi są dwie: po pierwsze zawsze zakładam, że relacja z su może przerodzić się w coś więcej (związek). W takim przypadku musiałbym stanąć przed koniecznością wejścia w niego od razu z bagażem w postaci dziecka. Są mężczyźni którym to nie przeszkadza, ja jednak do nich nie należę. Druga przyczyna to brak swobody i spontaniczności. Dla mnie relacja z su to relacja moja i jej, w której mam jak największą kontrolę i w której nie muszę zwracać uwagi na nic innego. Tymczasem uległa posiadająca dziecko nie daje mi takiej możliwości, musiałbym w swoich planach i poleceniach jej wydawanych ciągle brać pod uwagę dziecko jako jeden z elementów hamujących i ograniczających mnie (czy jest w domu, czy ma z kim zostać na weekend, czy jest zdrowe itp). A to w moich oczach oznacza brak spontaniczności, swobody, pełnej kontroli i decyzyjności. Jak widzicie jestem pragmatykiem – stąd spora ilość moich naprawdę dobrze przemyślanych wymagań i oczekiwań co do uległej, co do relacji i jej głębi. Po prostu wiem z kim będę czuł się dobrze, kto będzie mi odpowiadał, przy kim będę mógł być całkowicie sobą i bez ograniczeń.

Wiem, że będą osoby którym nie będzie podobało się moje podejście. Wiem, że są Dominujący myślący dokładnie inaczej niż ja. I bardzo dobrze :) Różnorodność pozwala znaleźć odpowiednio dopasowaną osobę – bo np: inni szukają już doświadczonej i ułożonej su, ja z kolei bardziej preferuje początkujące. Uwielbiam ich pasję i radość z tego, że ktoś je przygarnął, dał szansę realizacji się i wprowadzenia w klimat. Ich świeżość, pragnienia, chęć uczenia się rekompensuje brak doświadczenia, wiedzy, umiejętności. Odkrywanie przed nimi nowych rzeczy, praktyk, doznań, emocji, możliwości swojego ciała – pięknie jest widzieć w ich oczach zaskoczenie gdy przeżywają coś po raz pierwszy, radość i spełnienie płynące z tego faktu. A potem rozmowa o tym, świadomość tego co czuły i jak czuły oraz ich niezmordowane „chciałabym jeszcze raz Panie” :)

Do tej pory w swoim życiu poznałem 3 kobiety, których uległość była dla mnie jak piękna tafla spokojnego jeziora. Czyli całkowicie bezproblemowa, naturalna, swobodna, łagodna. Bez krnąbrności, pyskowania, narzekania, fochów ani nawet oczekiwań co do ich własnej przyjemności dawanej przez Właściciela.  Ich rozumienie swojej natury, to kim jest dla nich Pan, łatwość i wrodzona wręcz uległość były jak idealnie dopasowana rękawiczka uległości do dłoni mojej dominacji. Stopniowe ich poznawanie, wspaniała swoboda w rozmowie, ich idealna wizja uległości doskonale współgrająca z moją były wręcz porażające swoim dopasowaniem. Ich naturalne posłuszeństwo, przerażająco (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) głęboka gotowość do oddania i ukierunkowania na Pana (czasami zahaczająca wręcz o wyciszenie instynktu samozachowawczego), ich świadomość, że przyjemność dawana Panu jest dla nich spełnieniem i napędza je, dotyka podwalin mojego sposobu rozumowania uległości. Dzięki nim wiem, że nie szukam mrzonki, utopii ani czegoś, czego uległa nie jest w stanie mi dać. A czemu nie było mi dane być z żadną z nich? Odpowiedź oczywiście zawiera się w jednym z trzech głównych powodów wymienionych wyżej.

Nauczyłem się już dawno, że najbardziej przemawia do mnie tego typu uległość połączona z subtelną, delikatną, wrażliwą i kobiecą naturą. Dzięki temu taka osoba fascynuje i przyciąga mnie do siebie nie tylko potrzebą ulegania i podporządkowania się, ale również tym jaką jest kobietą. Oddziałuje na mnie na wielu płaszczyznach, dając mi poczucie kompletnego zadowolenia i spełnienia, bez potrzeby godzenia się na kompromisy i konieczności akceptowania np: pasującej mi uległości ale nie pasującego charakteru jako kobiety czy odpowiadającego mi poziomu seksualności i wyuzdania ale braku wrażliwości i czułości. Nie wyobrażam sobie być z uległą, która nie pociąga mnie jako kobieta (i nie mówię to o fizyczności), której brakuje ciepła, delikatności, inteligencji, która nie ma pragnienia by dawać z siebie nie tylko jako sub ale także po prostu jako człowiek. To też zapewne komplikuje moje poszukiwania, bowiem wymagam od su więcej aniżeli tylko uległości. Ale zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że po zabawie z kobietą, po wymęczeniu jej chcę móc ją przytulić, porozmawiać, pośmiać się, pójść na spacer czy do kawiarni. A jednocześnie by wiedziała, że w każdej sekundzie jestem nie tylko mężczyzną ale i jej Panem, przez co będzie czuła podniecającą niepewność czy nagle gdzieś nie każę jej zrobić czegoś, co dobitnie pokaże jej, iż moja dominacja nigdy nie śpi :)

Spokój, stabilizacja, pewność,  żadnego chaosu czy zmiennych nastrojów – to mi właśnie odpowiada. Swoboda, naturalność, oddanie, rozmowa – tego właśnie potrzebuję. I nadal szukam tej spokojnej tafli jeziora, która gdzieś w mojej głowie jest idealnym odzwierciedleniem doskonałej uległości. Są dominujący, którzy preferują wzburzoną toń i wysokie fale, zmienną pogodę, jeszcze inni chcą wręcz sztormu :) Mnie jednak głęboka i naturalna uległość kojarzy się właśnie ze spokojem, pewnością co do su i jej zachowania (choć uwielbiam niespodzianki, to że su chce mnie czymś dobrym i pozytywnym zaskoczyć, zrobić sama z siebie coś dla mnie, gdy jest aktywna a nie pasywna i bierna). Uległa w moich myślach to nie dzika i narowista klacz, którą trzeba złamać i pokazać jej kto rządzi – dla mnie to kobieta, która sama przychodzi i prosi o danie jej możliwości, by mogła przynależeć, być moja, która pragnie bardzo dużo dawać sama z siebie bo to jej niesłabnąca potrzeba, a nie dlatego że powinna, że wypada, że tak trzeba.

Mógłbym napisać, że uległa idealna chce dawać tak dużo jak może bez oczekiwania nic w zamian – i po części byłoby to słuszne. Jednak jeżeli trafi na nieodpowiedniego, nie pasującego do niej Dominującego, który będzie tylko brał i czerpał, bez dawania niczego od siebie w zamian – wtedy ta uległa natura zamiast dawać spełnienie będzie dawała rozgoryczenie i smutek, poczucie swego rodzaju niezrozumienia. Czemu zatem po części uległa powinna dawać z siebie wszystko bez oczekiwania nic w zamian? Bo odpowiedni Pan będzie doceniał to ile dostaje, jak bardzo kobieta się poświęca, zobaczy, że nie robi ona tego po to by dostać koniecznie coś w zamian, ale po to by dawać Dominującemu szczęście. A on powinien dawać jej dużo z siebie – opieki, zrozumienia, troskliwości, dojrzałości, empatii, ciepła, zaufania. I powinien to robić nie tylko w zamian za jej uległość, ale przede wszystkim dlatego, że sam chce i potrzebuje to okazywać, bo to element jego władczej natury i odruch dbania o swoją su. I dla mnie to jest właśnie idealna sytuacja – oboje dają dużo z siebie napędzając tym samym jeszcze głębsze oddanie drugiej strony, budując zaufanie, więź, zrozumienie. Tego szukam, to pragnę dać – to część spokojnej tafli jeziora…

A teraz coś pragmatycznego po tych mrzonkowych idealizmach :) Padały na czacie pytania o to jak wyglądam, o moje zdjęcie. Zapewne niewielu z czytelników zastanawiało się nad pewną kwestią. Otóż dla was pokazanie komuś zdjęcia to coś naturalnego bo jesteście anonimowi, nikt nie wie o was prawie nic i nie będziecie musieli ewentualnie tłumaczyć się ze swoich preferencji i natury nikomu. Jednak w moim przypadku sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jeżeli w jakiś sposób moje zdjęcie zostałoby powiązane z tym blogiem, wtedy dowolna osoba z moich znajomych, pracy czy rodziny mogłaby poznać od podszewki nie tylko moją seksualność, preferencje, praktyki ale także dokładne opisy tego co już robiłem z kobietami. Wyobraźnie sobie konsekwencje płynące z tego dla mojej osoby… Dlatego też dość mocno chronię zarówno swoją prywatność, jak i anonimowość -  chciałbym abyście to uszanowali. Daję naprawdę dużo z siebie, ale pewne rzeczy muszę po prostu zachować nieodkryte, myśląc o negatywnych skutkach jakie mogłyby mieć miejsce.

Aby dokończyć myśl przewodnią tego wpisu trzeba wspomnieć oczywiście o blogowym czacie :) Kilka miesięcy temu wyszła jego inicjatywa, która rozwinęła się w bardzo ciekawy sposób, ewoluując aż do obecnej formy. Spotkania czytelników i czytelniczek (niestety w 90% czytelniczek nad czym ubolewam, bo to rozbrykane towarzystwo zdecydowanie potrzebuje więcej czatujących męskich osobników ;) ) przybrały bardzo pozytywną atmosferę, pełną zrozumienia, porad i wesołości. Często do nas zaglądają początkujące i niepewne swojej preferencji osoby, szukając odpowiedzi, wsparcia i rozmowy. A czasem przycupną sobie po prostu przy ścianie i czytają to, o czym rozmawia się na ogóle. Są wśród nas zarówno nowicjusze/nowicjuszki jak i osoby mające doświadczenie. Czat i osoby na nim rozmawiające są otwarci na każdego, o ile tylko jest kulturalny :)

Teoretycznie powinienem złożyć życzenia na Nowy Rok, ale że to oklepane to zamiast życzeń będzie proste przesłanie – realizujcie się w swojej uległości. Miejcie odwagę próbować, przezwyciężyć swój strach, szukajcie spełnienia swojej natury. Bo jeżeli nie teraz to kiedy?

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Całokształt bloga i jego myśl przewodnia

10 gru

Gdy zaczynałem pisać tego bloga miałem w zamyśle kierować go do początkujących uległych, którym chciałem pomóc z akceptacją swoich pragnień, natury czy potrzeb. Chciałem im pokazać że nie są z tym same, że to co czują i czego pragną nie jest nienormalne czy całkowicie niespotykane. Z czasem gdy przedstawiałem swoje kolejne przemyślenia oraz sposób w jaki ja podchodzę do dominacji i klimatu okazało się, że jest to również pomocne ale z innego punktu widzenia. Niespełnione w obecnych relacjach czy mające złe doświadczenia kobiety zobaczyły, że możliwy jest inny sposób odczuwania uległości, są inne sposoby dominacji aniżeli tylko poprzez ból czy sponiewieranie, że tego typu układom nie musi zawsze towarzyszyć chłód i zdystansowanie. Dzisiejszy post będzie niejako zebraniem tych wszystkich najważniejszych rzeczy jakie chciałem przekazać. Najpierw jednak muszę powiedzieć jedno – to co przeczytanie poniżej jest tylko i wyłącznie moim odczuciem, moim pomysłem na klimat, moim podejściem do uległej i relacji z nią. Jest to znacznie odbiegające od ogólnie przyjętych norm w tego typu układach oraz jeszcze bardziej odbiegające od ogólnie ustalone kanonu bdsm. Zatem nie jest moim celem próbowanie zmieniać czegokolwiek czy świadomie i celowo podważać panujące zasady – chcę tylko i wyłącznie potwierdzić to co pisałem już wielokrotnie wcześniej: to dwoje ludzi tworzy swój własny klimatyczny świat dostępny tylko dla nich i to oni mogą dowolnie wybierać te elementy, zachowania, granice i praktyki jakie im odpowiadają. Nie muszą się do niczego „ogólnie przyjętego” dostosowywać ani też być pod pręgierzem osób o bardziej ortodoksyjnych czy skrajnych poglądach względem bdsm. Zatem to co poniżej będzie po prostu moim wyborem z bogatego świata relacji Dominujący – uległa i jestem świadomy, że mało osób się zgodzi z tym co za chwilę przeczyta :)

Bycie uległą nie musi oznaczać znoszenia częstego czy nawet nieodzownego bólu. Przyjęło się, że bdsm oznacza ból i jest on konieczną częścią takiej relacji – a tymczasem wiele początkujących uległych boi się wejść w relację z Dominującym właśnie ze strachu przed tym że będzie bolało, że będzie nieprzyjemnie i przykro pod względem doznań fizycznych, że będą musiały płakać i zaciskać zęby zamiast czerpać przyjemność i spełnienie ze swojej natury. O tym jakie zadanie ma wg mnie ból w takiej relacji już pisałem, jednak pamiętajcie że nie każdy Dominujący to sadysta, nie każdy szuka bezmyślnego bicia, dręczenia, krwi, siniaków czy wyżywania się na ciele uległej. Możecie znaleźć takiego, który koncentruje się na innych aspektach takiej relacji aniżeli tylko katowanie i fizyczne męczenie ciała su.

Obawiacie się poniżania i upodlenia? Boicie się, że nie dacie rady pogodzić praktyk jakich będziecie doświadczać i rzeczy, które będziecie musiały robić dla Dominującego z własnym szacunkiem i godnością? Tego typu zachowania ze strony Dominującego również nie muszą być regułą i czymś  obowiązkowym. Wszystko jest kwestią uzgodnień, poznania wzajemnych możliwości i upodobań. Nie chcecie tego typu praktyk lub jesteście gotowe je znosić ale w odpowiednim zakresie? Więc nie gódźcie się na nic więcej ponad to, co jesteście w stanie zaakceptować. Są oczywiście dominujący, którzy uwielbiają szmacić, uprzedmiotawiać czy odczłowieczać – ale dla nich są „zarezerwowane” uległe, które oczekują właśnie tego typu praktyk i z nich czerpią dużo seksualnego spełnienia. Oddzielną kwestią jest to co jest dla was poniżające i upokarzające a następnie skonfrontowanie tego z wymaganiami Pana wobec uległej. Każda kobieta ma ustawioną innym miejscu granicę tego co dopuszczalne, zatem nie ma tutaj reguły ani sztywnych zasad, które można by określić i powiedzieć „Tak, to musicie znieść” lub „Nie, na to nie musicie się godzić”.

Często relacja Pan – su jest uważana za znajomość pełną dystansu, oziębłości, wyrachowania i braku zrozumienia. Bo Pan ma żonę/dziewczynę i nie szuka uczuć ani bliskości z su bo te potrzeby zaspokaja jego kobieta. A jeżeli Pan mimo tego iż jest singlem to też często nie jest zainteresowany czułością czy ciepłem, nie szuka zaangażowania emocjonalnego ani tym bardziej uczuciowego. Albo że Pan to zawsze Master pozbawiony empatii i wyrozumiałości. Ale ponownie – nie jest to żelazną zasadą że tak musi być zawsze i koniec. Ostatnio na naszym blogowym czacie padają pytania „Czy możliwe jest uczucie w takiej relacji?” lub „Czy Pan może i chce pokochać swoją su?”. Odpowiedź jest w obu przypadkach jak najbardziej twierdząca. Zatem to, że pragnienie czułości, bliskości, zrozumienia, ciepła, opiekuńczości i troskliwości nie stoi w sprzeczności z uległą naturą i możliwością by być spełnioną w takiej relacji. Należy tylko otwarcie mówić że tego właśnie się szuka i potrzebuje by być całkowicie spełnioną i szukać takiego Dominującego Mężczyzny (lub kobiety), którzy będą w stanie nam to sami z siebie ufnie i szczerze dać – bowiem sami będą poszukiwać tego samego.

Taka relacja nie musi mieć podanego terminu przydatności, czyli nie musi mieć wyznaczonego czasu, po którym ulegnie zakończeniu. Jeżeli pragniecie spotkać Dominującego, którego pokochacie i wyjdziecie za niego za mąż – jest to jak najbardziej możliwe i żywe przykłady możecie spotkać wśród czytelniczek :) To, że większość Dominujących nie tylko nie myśli o małżeństwie z su ale nie myśli nawet o rozwinięciu wobec niej głębszych uczuć nie oznacza od razu, iż oczekiwanie tego jest mrzonką i czymś nierealnym. Tak, jest to trudne do osiągnięcia i tak, wymaga cierpliwości przy znalezieniu odpowiedniego Mężczyzny. Wszystko jest kwestią podejścia, oczekiwań i priorytetów obu stron w takiej relacji oraz tego jak bardzo są one do siebie zbliżone.

Czy Pan mus być zimny i chłodny? Czy w relacji musi być patos i dystans? Czy to musi być układ i sesje? Czy Dominujący nie może przytulać ani głaskać? Absolutnie nie. Każda osoba oczekuje zapewne czegoś innego od takiej relacji – jedni oprócz praktyk seksualnych chcą także rozmowy, inni przyjaźni, jeszcze inni tworzenia mniej lub bardziej formalnych związków czy też bardziej skrajnych emocji i przeżyć jak np.: bycia pełnoprawną suką i zawsze niżej od Pana w każdym aspekcie życia. Jeżeli pragniecie nie tylko praktyk i technik bdsm ale także rozmowy, śmiechu czy wspólnego spędzania czasu – możecie tego szukać i oczekiwań. Jeżeli chcecie żyć jako para w stylu DD to również nic nie stoi na przeszkodzie. Jeżeli nie wyobrażacie sobie służyć Panu, który nie jest ciepły, czuły, wyrozumiały, pogodny lub w drugą stronę – boicie się tego że będzie zbyt ostry, brutalny czy wulgarny – to nic nie stoi na przeszkodzi by poszukać takiego Dominującego, który nie posiada niepożądanych przez was cech.

Część z uległych obawia się związać z Panem bo będzie on na siłę przekraczał ich granice i łamał ustalenia, że będzie zmuszał je do czegoś co przekracza ich zdolności czy możliwości a one nie będą w stanie temu przeciwdziałać i wycofać się. Nie, nie każdy Dominujący jest na tyle wyrachowanym cynikiem by celowo i świadomie robić coś wbrew ustaleniom i skazywać uległe na traumatyczne przeżycia. Tacy Panowie są na szczęście w znaczącej mniejszości bo wiedzą, że jeżeli posuną się do takiej rzeczy to bezpowrotnie utracą zaufanie uległej, a co za tym idzie również i ją. Jeżeli chcecie mieć większa pewność, że Pan nie dąży do tego typu zachowań to nie spieszcie się z deklaracjami, obietnicami i oddawaniem się mu. Pozwólcie sobie zaufać jemu jako nie tylko Dominującemu, ale i mężczyźnie. I pamiętajcie o haśle bezpieczeństwa.

Czy są Dominujący, których interesuje tylko seks i dominacja fizyczna? Tak, są. Czy są Dominujący którzy wychodzą z założenia że na początku powinna być przede wszystkim dominacja psychiczna: kontrola, dyscyplina, posłuszeństwo, oddanie i dopiero na bazie tego naturalnie wychodzi dominacja fizyczna? Oczywiście że są. I są również tacy, których interesuje tylko dominacja psychiczna i silna kontrola, bez żadnej ingerencji w seksualność. Do wyboru do koloru :) To do was należy wybór co wam odpowiada, jak dużo chcecie przeżyć i jak mocno się oddać. Nie musicie się godzić na uległość stricte cielesną i fizyczną w oderwaniu od uległości psychicznej. Nie musicie się godzić na spotkania, które polegają na seksie i szarpaniu za włosy oraz kilku wulgaryzmach jako namiastka klimatu. Nie musicie się godzić na relacje w których widujecie się raz na 2-3 miesiące przez co czujecie się prawie jak bezpańskie bo nie ma w tym realnych doznań, emocji, przeżyć.

Uległa na prawo wymagać, mówić, wyjaśniać, artykułować zanim zadeklaruje się jak su – powinna to robić podczas szukania kandydata i nie przejmować się negatywnymi reakcjami rozmówców na ten temat ani tym że będą narzekali iż szuka ona mrzonki albo że nie na tym polega bdsm. To wasze ciało, wasze oczekiwania i pragnienia, wasze wizje – i tylko wy możecie je ograniczać lub nie by dopasować się do kogoś. Nikt nie definiował ogólnej listy rzeczy, od której nie ma odstępstw i wobec której musicie być bezwzględnie zgodne aby być uległą czy suką. Aby być w pełni szczęśliwą musicie odnaleźć się w takiej relacji, która jak najmniej odbiega od waszych wyobrażeń, potrzeb, pragnień i możliwości. No i pamiętajcie że to uległa wybiera Pana, który… ją wybierze :) Więc to de facto do was należy ostatni głos – wy możecie chcieć Pana i on może chcieć was, ale to wszystko musi być zgodne z waszymi możliwościami i z tym co możecie same z siebie dać jak i zarówno z tym co chcecie same dostać. Tak, uległa ma prawo wymagać (pożegnajcie od razu tych Dominujących, którzy twierdzą inaczej), określać ramy i granice relacji, zakres perwersji i technik. To wszystko do czasu, w którym się nie zadeklaruje iż od tej pory chce służyć Panu…

Podsumowując – nie trzeba powodu tego co mówią inni rezygnować z  realizacji własnych pragnień i chęci by ulegać. Nie trzeba iść na trudne kompromisy (które prędzej czy później zaowocują zniechęceniem i irytacją) byle tylko mieć Pana. Lepiej być samą, niezrealizowaną i bezpańską szukającą odpowiedniego Dominującego aniżeli być czyjąś i cierpieć w takiej relacji z powodu niedopasowania Pana i su.

 
Komentarze (32)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie jestem taki straszny jak… sam siebie maluję :)

01 gru

W ciągu ostatnich paru tygodni otrzymałem kilka maili, w których ton wiodły dwa główna przesłania:

- ustawia się do mnie kolejka uległych które pragną być moje
– jestem bardzo wymagający, zbyt restrykcyjny i zainteresowane osoby boją się do mnie napisać

Od razu powiem jedno – oba te założenia są mylne i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Zapewne tego typu myślenie wynika z następującej logiki: „Dla mnie Mądry Pan wydaje się być ciekawy i chciałabym mieć takiego ale pewnie każda by tak chciała więc pewnie jest wiele chętnych”. A rzeczywistość nie wygląda tak różowo – dlatego że nie każdej uległej odpowiadam jako Pan z moim podejściem do bdsm oraz dlatego że większość uległych uważa iż nie spełnia moich wymagań. I tu pojawia się drugi problem – ich założenie że nie dadzą mi tego czego szukam ze względu na ich niską samoocenę i strach przed moimi wymaganiami.

To właśnie powoduje ich obawy prowadzące do zaniechania napisania do mnie. Często jeżeli już dostaję maila od nowej osoby która chciałaby być moją uległą, zaczyna się on od słów „Długo się zastanawiałam czy napisać czy nie, aż w końcu się zdecydowałam”. A ciekawe ile było kobiet które jednak nie zdobyły się na odwagę by to zrobić… Przecież ani nie jestem taki straszny, ani wysłanie maila do mnie nie oznacza utraty zdrowia fizycznego czy psychicznego :) ani też nie jestem nieosiągalną osobą do której nie warto pisać bo i tak nie odpowie. Każda osoba która potrzebowała pomocy, miała pytania lub była mną zainteresowana otrzymała ode mnie odpowiedź.

Moje wymagania mimo iż są wysokie, mimo iż wypływają z dużej samoświadomości i doświadczeń, to jednak są gotowe na pewne kompromisy. Np tatuaż – jeżeli w kobiecie czy dziewczynie dostrzegę bardzo głęboką i naturalną uległość, pragnienie oddania i samoświadomość własnych możliwości – wtedy rezygnacja z niej z powodu posiadania tatuażu byłaby czystą głupotą. Albo kolczyk – jeżeli ma go w nosie, w pępku czy innym miejscu to przed spotkaniami ze mną może po prostu go wyjmować. Jak widać istnieje pole do kompromisu i poluzowania wymagań, ale nie dotyczy to rzeczy fundamentalnych dla mnie w takiej relacji.

Moje spisane wymagania nie miały na celu wywołanie strachu wśród czytających czy zniechęcenia ich do mnie – wręcz przeciwnie! Celowo są tak dokładne i rozbudowane by każda zainteresowana mogła nie tylko sprawdzić czy je spełnia, ale także dzięki nim poznać mnie, moje oczekiwania, to co jest dla mnie ważne. Mógłbym napisać „szukam uległej” a potem dostawać wiele wiadomości, z których z czasem przy coraz lepszym poznaniu okazywałoby się że diabeł tkwi w szczegółach i różne rzeczy u różnych zainteresowanych by mi przeszkadzały lub nie odpowiadały. Dlatego niejako większa dokładność i szczegółowość wymagań była zamierzona – by uległa wiedziała ile nas różni a ile łączy, ile jest w stanie zmienić by być taką jakiej szukam a czego jednak nie będzie mogła mi dać.

A czy moje spisane wymagania to było ogłoszenie na casting? Również z taką sugestią się spotkałem, a raczej ktoś mi uświadomił że tak można to odebrać. Nie pomyślałem iż można wyciągnąć takie wnioski, że informacja o tym że kogoś szukam plus jawne i dokładne opisane wymagań można podciągnąć pod casting… Nie zbieram kilku zainteresowanych i z nich nie wybieram jednej. Rozmawiam z osobą która do mnie napisała i jest mną zainteresowana, do tego staram się jak najwcześniej decydować o tym czy dana znajomość jest tym czego szukam czy też nie. A jeżeli już jestem kimś zainteresowany i na tej osobie się koncentruje to ładnie i grzecznie informuję o tym ewentualną następną czytelniczkę która się ze mną skontaktuje, aby  być fair wobec niej i aby nie musiała marnować na mnie czasu.

A czemu nadal jestem sam mimo iż zainteresowanie moją osobą wyraziło kilka osób? Bo albo te osoby mają odmienną interpretację pewnych wymagań (czyli np: co innego dla nich oznacza naturalna budowa ciała lub kontrola codzienności) albo też piszą do mnie ze świadomością, iż mimo że nie spełniają wymagań (bo np: mają dzieci lub mieszkają 500 km ode mnie) to wierzą, że to nie będzie przeszkodą i dam radę to zaakceptować. A jak się potem okazuje jednak jest inaczej niż sądziły…

Pamiętam, jak niektóre osoby były zaskoczone tym co i jak piszę na czacie podczas naszych spotkań. Miały dziwny dysonans między tym surowym i dominującym autorem bloga a pogodnym i skorym do żartów mężczyzną jakim okazywałem się być na czacie. Często pisząc o sprawach ważnych, wymagających skupienia czy bycia zasadniczym ciężko jest pokazać swoją pogodną i wesołą naturę, przekazać całego siebie, ubrać w słowa mnie jako mężczyznę. Osobę która (co zaskakujące dla wielu) jest ciepła, czuła, nie jest ani zimna ani pozbawiona uczuć jak można by wnioskować z niektórych postów. Ale to najlepiej wychodzi podczas rozmowy czy to na czacie, na komunikatorze czy przez telefon – a nie przez pisanie monologu na blogu na często trudne tematy.

Zatem drogie uległe obawiające się mnie: śmiało, napiszcie do mnie. Wystarczy mail „Chciałabym być Twoja i urodzić Ci dwójkę dzieci :D” Albo może coś mniej bezpośredniego i zasadniczego (choć te cechy bardzo lubię) w stylu „Zainteresowałeś mnie swoją osobą. Czy mogłabym poznać Cię bliżej?”. Jeżeli boicie się mojej surowej oceny to odrzućcie takie myśli – jestem pozytywnie nastawiony do każdej zainteresowanej, staram się ją poznać by przekonać się czy pasuje mi jej osoba, czy pasuje do moich oczekiwań i wymagań. A jeżeli się okaże że jednak nie? Że będę musiał napisać „Dziękuje ale nie jestem zainteresowany”? To jedna z możliwości, nie oznacza ona jednakże odrzucenia jako takiego ale zrezygnowania z nawiązania znajomości spowodowanej zbyt dużymi rozbieżnościami między tym czego dana uległa szuka a tym co ja mogę jej dać. Ale jest też druga, o wiele bardziej przyjemna możliwość :) Poza tym pamiętajcie – nie możecie zmienić swojej sytuacji na gorsze przez nawiązanie kontaktu ze mną (czyli pisząc do mnie i dając mi możliwość poznania Ciebie), bo skoro szukacie kogoś to powinnyście dać szansę i sobie i mnie – nie możecie nic stracić a możecie tylko zyskać…

 
Komentarze (34)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hasło bezpieczeństwa

24 lis

Zapewne prawie każdy słyszał o haśle bezpieczeństwa, swego rodzaju obowiązkowej pozycji w klimatycznej relacji. Jest to słowo lub zdanie, którego wypowiedzenie oznacza, iż osoba Dominująca  powinna bezwzględnie zaprzestać wszelkich praktyk jakie właśnie wykonuje, gdyż uległa osoba nie jest ich w stanie już znieść. Jest to swego rodzaju zawór bezpieczeństwa dla su, która w przypadku odczuwania zbyt dużego bólu, dyskomfortu lub obrzydzenia może zaprzestać wykonywania danej czynności lub przekazać Dominującemu iż ma dość. Co ciekawe, hasło bezpieczeństwa ma również bardzo duże znaczenie nie tylko psychologiczne (bo uległa ma pewność że nie musi się godzić na wszystko co się z nią dzieje i zawsze może powiedzieć „koniec”) ale również może być bardzo przydatne w budowaniu więzi. Chodzi o zaufanie do Dominującej osoby – bo nawet jeżeli su poda hasło bezpieczeństwa to jeszcze Pan musi je uszanować i faktycznie przerwać to co robi. Ale co w przypadku jeżeli jest akurat w amoku seksualnym Dominujący usłyszy hasło ale nie będzie chciał przerwać np: brutalnego używania kobiety? Świadomość zignorowania hasła bezpieczeństwa ma dewastujący wpływ na zaufanie. Bo skoro Pan nie posłuchał jednej jedynej wspólnie uzgodnionej i zaakceptowanej metody na zaprzestanie dowolnej czynności, to jak można oddać mu się ponownie wiedząc, że nie ma się żadnej kontroli nad swoim zdrowiem i bezpieczeństwem? Bo to już nie są przelewki, gdy kobieta wytrzymuje ile jest w stanie znieść jej ciało i wie że więcej już nie da rady.

Takie hasło to także swego rodzaju walka uległej z samą sobą, swoimi możliwościami, ilością doznań które może znieść. Bo z jednej strony jeżeli odczuwa duży ból wie, że może podać jedno słowo i wszystko się skończy. Lecz z drugiej strony przecież chce być jak najlepsza dla Pana, jak najdoskonalsza, chce mu udowodnić ile może znieść. Zatem przesuwa swoją granicę bólu krok dalej, by przyjąć jeszcze jedno smagnięcie pasem, jeszcze jedno uderzenie, jeszcze jedno brutalne pchnięcie czy wytrzymać jeszcze 5 sekund w koszmarnie bolesnej długotrwale przyjmowanej pozycji.

Hasło bezpieczeństwa to bardzo przydatna rzecz dla nieufnych uległych lub początkujących w klimacie, ale jak wypowiedzieć hasło bezpieczeństwa gdy jest się… zakneblowanym? :) Zapewne trzeba ustalić inne niewerbalny sposób na powiedzenie Dominującej osobie STOP. Może to być np: podwójne klaśnięcie czy przyjęcie odpowiedniej pozy zarezerwowanej właśnie do tego celu. No dobrze, ale co jeżeli uległa jest zakneblowana i unieruchomiona? Nie może ani powiedzieć ani pokazać że coś jest nie tak i trzeba natychmiast przerwać? Zostaje chyba tylko kwilenie, jakieś całkowicie odmienne zachowywanie od tego jakie zna Pan, by zauważył on że coś jest nie tak. Oczywiście na tak zaawansowanym etapie relacji czy znajomości, gdzie mają miejsce tego typu praktyki hasło bezpieczeństwa raczej nie jest już potrzebne. Im większe zaufanie do Pana, im większa pewność że nie zrobi uległej krzywdy, im lepiej go znamy, im bardziej mamy świadomość poszanowania ustalonych granic – tym mniejsza potrzeba używania hasła. Poza tym niechęć uległej do jego ustanowienia jest wspaniałym realnym dowodem kobiety na zaufanie swojemu Dominującemu. Pokazanie mu iż ma ona pewność że nie skrzywdzi jej na tyle by przekroczyło to ustalenia jakie były między nimi. Poza tym to także niebagatelna kwestia dla Dominującego, by poznał ciało swojej su, jego możliwości znoszenia różnych bodźców, sposobu reagowania, wręcz „czytania” go po reakcjach. Dobry obserwator wie kiedy ciało uległej osiąga swoje maksimum czy to w odbieraniu przyjemności czy przyjmowaniu bólu i zna granicę swojej su w tej materii.

Oczywiście hasło nie musi być jedno. Może ich być kilka, gdzie są po prostu stopniowane w zależności od tego jak się czuje uległa i ile wytrzyma. Może być hasło pośrednie mówiące iż su ledwo daje już radę, albo że bardzo boli ale chce znosić to dla Pana. I dopiero następnie hasło jest końcowe, gdy już wie że więcej nie wytrzyma. A jakie wyrazy czy zdania mogą być stosowane za hasło bezpieczeństwa? Jakie tylko przyjdą wam do głowy :) Począwszy od kolorów: pomarańczowy, czerwony, przez zabawne zwroty jak Zielony stolik czy Czerwony kapturek aż po abstrakcyjne jak Konstelacja andromedy, Toczący się arbuz czy Leżak w paski :) To już kwestia waszej wyobraźni.

Co ważne – uległa mając ustalone hasło bezpieczeństwa może mówić wiele rzeczy mających na celu zaprzestanie wykonywania danej czynności przez Dominującego. Czyli „Stop!”, „Już nie daje rady”, „Błagam przerwij”, „Proszę dość” ale nie odniosą one skutku jeżeli Pan nie będzie chciał przerwać. Bo on wie, że ma zaprzestać tylko na jeden umówiony sygnał, samemu sprawdzając ile jeszcze su jest w stanie znieść mimo iż mówi że ma już dość. Ale ten sygnał może być również dla niego np: swego rodzaju testem ambicjonalnym, czyli czymś do usłyszenia czego będzie chciał doprowadzić swoją uległą.. By poznać jej możliwości, oddanie i granice w poświeceniu.

Na koniec kwestia uległej która nie chce hasła bezpieczeństwa. Jak ona ma powiedzieć Panu że już ma dość i nie daje rady, prosić go by przerwał? Otóż… nie może (tzn. teoretycznie może, ale Dominujący w takim układzie i przy takich ustaleniach nie jest zobligowany do słuchania tego co przekazuje i o co błaga uległa). Kobieta ufa, że albo Pan zna możliwości jej ciała albo też jest gotowa przyjąć dosłownie wszystko co przyszykuje i wykona na niej jej Właściciel. To silnie przerażająca w swoich negatywnych konsekwencjach forma zaufania do Dominującego, ale równocześnie pokazująca jak bardzo jest oddana dla niego su, że teoretycznie nie ma granic w swoim poświeceniu.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Akceptacja własnego ciała i wyuzdania

20 lis

Nie każda uległa mimo swojej natury i preferencji seksualnej jest wyzwolona, wyuzdana, lubieżna od samego początku. To zawsze bardzo indywidualna sprawa, wg mnie uzależniona bardziej od samoświadomości dotyczącej swojej seksualności a nie od przeżytego doświadczenia w seksie. Bo można mieć wielu partnerów seksualnych a mimo to być stosunkowo oziębłą, mało wyrafinowaną seksualnie i pruderyjną kobietą, a jednocześnie można być dziewicą i być niezwykle lubieżną, samoświadomą oraz wyuzdaną dziewczyną/kobietą.
Jeżeli uległa ma problem z akceptacją swojej seksualności, jej potrzeb, lubieżności, jeżeli np wstydzi się oglądać siebie nagą przed lustrem masturbującą się lub oglądać siebie na filmach wykonywanych na polecenie Dominującej osoby to w znaczny sposób blokuje swoje oddanie i ogranicza czerpanie przyjemności z posiadania Pana/Pani. Jeżeli kobieta ma takie myśli o swoim ciele i swojej seksualności, powinna spojrzeć na to oczami osoby Dominującej.  Bo ona przecież chcąc oglądać nagość swojej uległej, jej masturbację, przyjmowanie specyficznych pozycji eksponujących intymne części ciała robi to nie tylko dlatego aby sprawdzić posłuszeństwo, ale przede wszystkim oczywiście dlatego, że podnieca ją to co widzi. Czyli nagość swojej uległej, intymność, reakcje ciała, fizjologię. Zatem musi to byś dla niej bardzo przyjemne do oglądania, a skoro tak – to uległa osoba powinna cieszyć się móc wykonywać tego typu polecenia i doświadczać dzielenia się swoim ciałem z Dominującą osobą.  A jednak tak się nie dzieje, bo często dla uległej osoby mocniej przemawiające do niej są jej własne myśli na temat swojego ciała i swojego wyuzdania. Jej wstyd, głosy które nie akceptują tego co ze sobą robi i co widzi np: w lustrze, jej ciała w lubieżnych pozach lub reagującego w gwałtowny sposób na podniecenie i pożądanie. I wtedy nawet polecenia osoby Dominującej są problemem, bo nie potrafią przebić się przez te wszystkie negatywne aspekty oceniania samej siebie.
Jak sobie z tym zatem poradzić? Co może pomóc? Jeżeli nie ma możliwości realnego spotkania z Dominującą osobą zostaje rozmowa – o tym czego uległa się wstydzi, jak siebie postrzega, czego się obawia. Dominująca osoba powinna być świadoma tych trudności, które na pewno nie znikną z powodu podniesienia głosu, żądania wykonania danego polecenia, kary czy wizji bólu za nieposłuszeństwo. W tym przypadku wymagana jest empatia, zrozumienie że problem nie leży w nieposłuszeństwie i krnąbrności ale sięga głębiej do psyche i kompleksów, braku akceptacji siebie czy wstydu. Dominująca osoba może w ramach pomocy wysłać np: swoje intymne i wyuzdanie zdjęcia, by jej su mogła przekonać się jak pięknie jest widzieć Pana czy Panią w taki sposób, że nie myśli się wtedy o tym czy to nie jest czasem za bardzo wyuzdane czy też zbyt śmiałe ale po prostu delektuje się nagością, intymnością, bliskością.
Jeżeli osoba Dominująca ma możliwość spotykania się ze swoją uległą, wtedy możliwości pomocy w akceptacji własnego ciała przez uległą są znacznie większe. Począwszy oczywiście od szczerej rozmowy, w której Dominująca strona opowie jak odbiera ciało uległej, co w nim widzi pociągającego, jak na nią działa, przez pokazanie tychże emocji i podniecenia na żywo aż po np: małą lekcję przed lustrem, gdzie Pan/Pani dotyka su stojącą przed nią su i opisuje jej co widzi, gdy każe uległej samej się dotykać i patrzeć sobie nawzajem w oczy, by mogła w nich dostrzec zadowolenie, pożądanie, akceptację. Bo jeżeli ciało su podoba się osobie Dominującej to taka myśl powinna być silniejsza i bardziej wartościowa niż własna samoocena. Zawsze można też nakręcić film z tego jak uległa się sama dotyka, jak jest dotykana i wspólnie we dwoje go obejrzeć, pokazać uległej co widzi osoba Dominująca, jak postrzega jej ciało, jego reakcje, wilgoć, intymność. Tak by uległa mogła w ten sposób spojrzeć na siebie oczami swojego Właściciela.
Każda uległa powinna się rozwijać w klimacie, w swoich możliwościach i umiejętnościach. To oznacza również oswajanie się ze swoim wyuzdaniem i brakiem pruderii, przekraczaniem kolejnych granic w swojej lubieżności, walkę ze wstydem. To wszystko pod okiem osoby Dominującej, dla niej i dzięki niej. Osoby uległe powinny najbardziej cenić zdanie swojej Pani/Pana w kwestii swojej atrakcyjności i seksualności aniżeli wyżej stawiać własną samokrytykę i wstyd.
A czy można być uległym i nie potrafić jednak mimo prób, pomocy ze strony Dominującej osoby rozwinąć swojej seksualności, otworzyć swojego wyuzdania, epatować lubieżnością i wolnością bez tabu? Ciężko mi wyobrazić sobie uległą osobę będącą aż tak zblokowaną, tak niechętną w tym temacie bo niejako powinno być to wpisane w uległą preferencję seksualną. No chyba że uległość w takiej relacji skupia się prawie całkowicie na dominacji psychicznej i kontroli, a tylko w niewielkim stopniu (lub w ogóle) na seksualnej stronie.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Uległa natura a szacunek do samej siebie

29 paź

Część kobiet poznających uległość czy to od strony teoretycznej czy praktycznej ma duży problem z akceptacją siebie, swoich pragnień, fantazji i pogodzeniem ich z własną godnością i szacunkiem do samej siebie. Uważają że to nienormalne, chore, niewłaściwe, że nie może dawać im przyjemności i spełnienia coś, co powinno odrzucać i jest tak odmienne (w negatywny sposób) od tego co już znają i lubią. Takie myśli mogą być spowodowane kilkoma rzeczami: ogólnie pojętymi normami społecznymi i określeniem przez nie tego co „normalne”, wychowaniem w tradycyjny i często purytański lub pruderyjny sposób albo kwestiami wiary i religii – które z założenia odrzucają i piętnują perwersje i praktyki seksualne wychodzące poza akceptowalny standard.

Kobieta (a jeszcze częściej dziewczyna) z uległą naturą musi (najczęściej sama) stawić czoła tym wszystkim uprzedzeniom mogąc czerpać siłę i i argumenty tylko ze swoich pragnień i przekonania co do swojej natury. Ponieważ rzadko kiedy uległa kogokolwiek wtajemnicza w swoje potrzeby i preferencje seksualne, rzadko komukolwiek z rodziny czy znajomych może o tym powiedzieć i porozmawiać z obawy przed odrzuceniem czy niezrozumieniem, musi walczyć sama ze sobą w pojedynkę. Czasami tę walkę przegrywa, ponieważ nie potrafi pogodzić czy to pragnień i fantazji jakie ma w głowie a które silnie ją podniecają z szacunkiem do samej siebie czy to potrzeb i spełnienia jakie daje jej realizacja tychże z godnością. Bo z jednej strony pragnie myśleć o sobie dobrze, móc spojrzeć sobie w twarz w lustrze i wiedzieć że nadal ma  szacunek do siebie samej, a z drugiej trudno o zachowanie go, gdy podnieca ją bycie męską zabawką, klęczenie przed nim, byciem braną i używaną do woli. Trudno o zachowanie godności gdy nie ma się nic do powiedzenia i oddaje pełną władzę nad sobą mężczyźnie którego tytułuje się „Panem”, gdy wyzbywa się decyzyjności, samostanowienia, gdy jest się policzkowaną, ciągniętą za włosy, zmuszaną do rzeczy i praktyk wywołujących uczucie upokorzenia.

Dlatego tak ważna jest akceptacja własnej natury, uległości, konsekwencji jakie się z nią wiążą. Dzięki temu łatwiej jest zrozumieć, iż te wszystkie zachowania i praktyki które powinny być upokarzające i godzące w szacunek do samej siebie dają jednak przyjemność, zadowolenie, podniecenie. Dają spełnienie swoich potrzeb – i mimo iż wg norm społecznych i zachowań damsko-męskich, wg religii czy naszych znajomych są czymś niewłaściwym, niegodnym i nieakceptowalnym – to dla uległej stają się naturalne, normalne, właściwe dla jej preferencji seksualnych i dających szczęście.  Tyle że dziewczyna/kobieta musi dojść do takich wniosków najczęściej niestety sama, bo nie ma z kim i jak podzielić się swoimi rozterkami, nie ma z kim o tym porozmawiać by usłyszeć inne argumenty niż te dziesiątki negatywnych kołaczących się w jej głowie i tłumiących jej uległość. I jeżeli nie jest wystarczająco silna, jeżeli nie ma w sobie odpowiednio dużo uporu, wytrwałości i przekonania co do tego iż uległość może dawać jej szczęście, to niestety ale przegra walkę z własnymi myślami i uzna że nie da się pogodzić szacunku do siebie samej z tymi dziwnymi i nienormalnymi rzeczami o których fantazjuje i których mimo wszystko pragnie.

Nie sądzę aby dało się być uległą, mieć Dominującego partnera czy Pana, czerpać przyjemność ze swojej natury, preferencji seksualnych i praktyk jakim się jest poddawanym i jednocześnie nie szanować się za to, mieć poczucie utraty własnej godności i bycia kimś gorszym we własnych oczach. To zbyt destrukcyjne połączenie by na dłuższą metę mogło funkcjonować. Dlatego wyjścia są wg mnie dwa: albo akceptacja swojej natury, pogodzenie się z nią wraz z jednoczesnym szacunkiem do siebie albo próby rezygnacji i zapomnienia o swojej naturze, ale zachowanie godności i możliwość życia samej ze sobą w sprzeczności ze swoimi potrzebami. Wybór należy do uległej, podobnie jak decyzja o tym którą ścieżką z wielu doprowadzić do tego wyboru…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii